System parlamentarny w czasach panowania Jana III (1674-1696) cechował się wieloma odrębnościami, które wyróżniały go zarówno od wcześniejszych czasów Wazów i Michała Korybuta Wiśniowieckiego, jak i od następujących po nim czasów saskich. Należy zwrócić uwagę, że system polityczno-ustrojowy, który ukształtował się w Rzeczypospolitej w ostatnim dwudziestopięcioleciu XVII wieku był w pewnej mierze rozwinięciem tego, co wydarzyło się w kraju w końcu panowania Jana Kazimierza Wazy oraz Michała Korybuta. Schyłek rządów ostatniego Wazy przyniósł narastający kryzys instytucji parlamentarnych, uwidoczniony przede wszystkim w dobie rokoszu Lubomirskiego. Abdykacja króla (1668 r.), ostra walka polityczna w czasie bezkrólewia i krótki, acz burzliwy okres rządów pierwszego króla-rodaka (1668-1673) pogłębił jeszcze bardziej chaos ustrojowy, doprowadzając kraj do wojny domowej w trakcie tzw. konfederacji gołąbskiej. Wybór na tron Jana Sobieskiego (1674 r.) dawał małą nadzieje na uspokojenie sytuacji wewnętrznej. Walkę wygrał bowiem jeden z przywódców znienawidzonej wśród części społeczeństwa szlacheckiego fakcji malkontentów, ostro atakującej króla Michała, a nawet dążącej do jego detronizacji. Oznaczało to, że konflikty polityczne nie ustaną, a dotychczasowi zaufani dworu przejdą do ostrej opozycji wobec nowego monarchy. Stało się to widoczne już na polu elekcyjnym, gdy wielu przedstawicieli Wielkiego Księstwa Litewskiego na czele z wszechwładnymi Pacami, nie chciało uznać elekcji Sobieskiego. Konflikty polityczne w decydujący sposób rzutowały na funkcjonowanie całego systemu parlamentarnego. Oparty bowiem na kompromisie i dobrej woli obu stron system mógł funkcjonować jedynie w wypadku utrzymywania się wysokiej kultury politycznej jego uczestników. Silne spory i kłótnie uniemożliwiały wypracowanie kompromisu i owocowały zrywaniem kolejnych sejmów oraz stanowiących integralną całość systemu parlamentarnego sejmików przedsejmowych. Nowy król stanął więc przed dużym problemem przywrócenia pewnej stabilności rozchwianej konstrukcji ustrojowej Rzeczypospolitej i początkowo jego działania przyniosły pewne pozytywne efekty. Dlatego też warto zwrócić uwagę, że funkcjonowanie całego systemu parlamentarnego w czasach Jana III, mimo silnego piętna odciśniętego przez ostatnie kilkanaście lat, nie było prostą kontynuacją wcześniejszych czasów i zawierało wiele cech charakterystycznych wyłącznie dla okresu rządów Jana III.

Analizując system parlamentarny omawianego okresu, nie można poprzestać na instytucji sejmu. Do całego systemu należy włączyć również sejmiki przedsejmowe oraz relacyjne. W omawianym czasie zyskują one oraz bardziej na znaczeniu, a wzrost ich roli nie uszedł uwagi historykom – wszakże to wówczas rozpoczyna się okres nazywany „sejmikokracją”. Warto wreszcie zwrócić uwagę na funkcjonowanie rad senatu, dużo chętniej i częściej zwoływanym przez monarchę, który z czasem z coraz większą niechęcią uczestniczył w żmudnych i przeciągających się obradach sejmowych. Wprawdzie w omawianym okresie kompetencje tego organu nie wzrosły, jednak niejednokrotnie podejmowane przez niego decyzje miały niemały wpływ na funkcjonowanie zarówno sejmu jak i sejmików.

sobieski portret
Portret Jana III w wieńcu laurowym, po 1683, malarz nieustalony. Ze zbiorów Muzeum w Wilanowie.

Literatura dotycząca funkcjonowania systemu parlamentarnego w omawianym okresie nie jest zbyt bogata. Analizą pierwszych sejmów z czasów Jana III zajął się Krystyn Matwijowski, koncentrując się jednak na wydarzeniach politycznych, w mniejszym zaś stopniu prawno-ustrojowych. Uzupełniają obraz sejmu szkice Adama Kaźmierczyka, Macieja Mroza i Roberta Kołodzieja. W maszynopisach pozostają niepublikowane, a przez to nieznane szerszemu czytelnikowi doktoraty Jerzego Maronia i Jacka Kaniewskiego. Zagadnień związanych z funkcjonowaniem instytucji sejmu dotyczy fundamentalna praca Henryka Olszewskiego oraz opracowanie Roberta Kołodzieja. Brak jest monografii, która omawiałaby całościowe funkcjonowanie sejmików, choć podobną próbę w stosunku do sejmików koronnych w czasach Michała Korybuta podjął J. Kaniewski. Lukę tę w pewnym stopniu uzupełniają praca Jarosława Stolickiego na temat działalności politycznej szlachty ziem południowo-wschodnich terenów Rzeczypospolitej oraz monografie dotyczące poszczególnych sejmików koronnych i litewskich. O uprawnieniach podatkowych sejmików nadal aktualne pozostają ustalenia pióra Michała Nycza, a niezwykle cenne informacje na ten temat znaleźć można w opracowaniu Michała Zwierzykowskiego. Natomiast radami senatu z omawianego okresu naukowo zainteresował się jedynie Jacek Krupa, jednak do pogłębionej i wyczerpującej analizy problemu ich funkcjonowania wciąż jest daleko.

Sejmy

  1. Analizując pracę sejmu w omawianym okresie należy zacząć od zmian jakie wówczas zachodziły w zakresie regulaminu i procedury obrad. Część z nich doczekała się zresztą zapisów w prawie pisanym i potwierdzona została odpowiednimi konstytucjami. Stało się tak mimo niechęci szlachty do uchwalania nowego prawa w zakresie funkcjonowania sejmu. Wynikało właściwie z dwóch przyczyn. Po pierwsze, wieloletnie dążenia Litwinów do organizowania sejmów na terenie księstwa zostały zwieńczone konstytucją 1673 r., która nakazywała zwoływanie co trzeciego sejmu w Grodnie. Alternata odbywania sejmów grodzieńskich została połączona z alternatą piastowania laski marszałkowskiej przez posła z Wielkiego Księstwa, a wyłączone zostały z niej jedynie sejmy: konwokacyjny, elekcyjny oraz koronacyjny. Litwini zażarcie bronili świeżo wywalczonego prawa do organizowania sejmów grodzieńskich, a wielkie poruszenie wśród litewskich obywateli wywołało jednorazowe przeniesienie obrad w 1685 r. z Grodna do Warszawy. Wywołało to falę protestów, zakończoną uchwaleniem jeszcze jednej konstytucji (1685 r.) potwierdzającej organizowanie sejmów w Grodnie. Ocena obu konstytucji nie może być z perspektywy czasu pozytywna. Wybór Grodna nie był dobrym pomysłem, miasto było kompletnie nieprzygotowane do pełnienia tak ważnej roli. Brakowało kwater, ceny za gospody osiągały niebotyczny poziom. Dodatkowo Litwini nie zrealizowali własnych obietnic, w których gwarantowali, iż każdy powiat wybuduje w Grodnie dom poselski, aby nie zajmować stancji posłom koronnym i urzędnikom przybywającym na sejm. Wielkie sumy, które przeznaczono na remont zrujnowanego zamku grodzieńskiego przyniosły efekty połowiczne, gdyż już po kilku latach jego stan był ponownie bardzo zły i wymagał poważnych napraw. Mimo tak poważnych niedociągnięć, w czasach Jana III sejmy w Grodnie organizowano trzykrotnie (w latach 1678, 1688 i 1692-1693). Natomiast już za panowania Augusta II zrezygnowano z nich na długie 25 lat (aż do 1718 r.).

Drugą przyczyną zmian w zapisach prawnych związanych z kwestiami proceduralno-regulaminowymi była chęć poprawienia funkcjonowania instytucji sejmu, która przechodziła poważny kryzys. W związku z tym proponowano szereg rozwiązań prawnych, których część została wprowadzona w życie. Pierwsze z proponowanych rozwiązań dotyczyło wprowadzenia przysięgi dla wszystkich posłów sejmowych. Ostre spory w izbie, wywołane forsowaniem przez antykrólewską opozycję projektu tegoż prawa zakończyły się wprowadzeniem w 1679 r. konstytucji, na mocy której przyjęto kompromisowe zapisy, iż przysięgę składać będą jedynie marszałek sejmu oraz deputaci do konstytucji. Miał to być sposób na nadużycia i fałszerstwa, do jakich dochodziło po sejmie podczas przygotowywania ostatecznych tekstów uchwalonych praw i oddawania ich do ksiąg grodzkich warszawskich. Ponieważ izba nie wyraziła zgody na objęcie przysięgą wszystkich posłów, sejmiki poradziły sobie na swój sposób. Już w latach 80. w większości ziem koronnych wprowadzono prawo, że wybrani na sejmikach posłowie są zobowiązani do składania przysięgi przed swoimi współobywatelami. Prawo, acz skrupulatnie przestrzegane, nie miało jednak w zasadzie większego praktycznego znaczenia i nie poprawiło w żaden sposób jakości sejmowania. Stało się natomiast, zarówno na sejmikach, jak i na sejmach, kolejnym elementem ceremonialnym.

W omawianym czasie próbowano wprowadzać również i inne rozwiązania proceduralne, które miały ułatwić i usprawnić funkcjonowanie sejmu. Można do nich zaliczyć m. in. konstytucję zabraniającą posłom obrad przy świecach (1679 r.), oraz spisanie porządku obrad sejmowych i próbę uregulowań dotyczących procesu oddawania konstytucji do druku (obie konstytucje uchwalono w 1690 r.). Zakaz obrad przy świecach był wcześniej obowiązującym zwyczajem parlamentarnym, jednak jego przestrzeganie pozostawiało wiele do życzenia. Ponieważ sesje podczas pierwszych sejmów w czasach Jana III ciągnęły się do późnych godzin nocnych, zdecydowano się na spisanie prawa potwierdzającego wcześniejszy zwyczaj. Jednak jego egzekwowanie było nadal mocno dyskusyjne, a każdy dodatkowy dzień spędzony na sejmowaniu podczas coraz częściej prolongowanych obrad powodował, że niechęć posłów do nocnych posiedzeń pod koniec sejmu zdecydowanie malała. Paradoksalnie, zakaz obrad przy świecach nie spowodował, że posłowie zaprzestali nocnych obrad, ale coraz częściej obrady toczyły się w półmroku lub w całkowitej ciemności. Do groteskowej sytuacji doszło w 1681r., gdy część posłów próbowała protestować przeciw wniesieniu świec podczas ceremonii żegnania króla i to w momencie, gdy sejm uznano za zerwany. Prawo to, bez innych regulacji dotyczących np. sztywnych godzin funkcjonowania izby (przede wszystkim wczesnego rozpoczynania posiedzeń) nie mogło spełnić konstruktywnej roli i nie można go ocenić jako korzystnego dla sprawności obrad. Z kolei konstytucja o porządku obrad z 1690 r. była wynikiem ogromnego szoku, jakim było rozejście się sejmu 1688 r. bez wybrania marszałka. Byłaby ona z pewnością krokiem w dobrym kierunku, jednak nadrzędność prawa do weta sprawiała, że nawet najlepszy regulamin można było oprotestować i nie dopuścić do procedowania.

  1. Analizując źródła historyczne przedstawiające sejmy z omawianej epoki nie można oprzeć się wrażeniu, że posiedzenia coraz częściej przechylały się w kierunku pewnego ceremoniału. W ten sposób można choćby ocenić wprowadzenie obowiązku odczytywania na każdym sejmie pacta conventa. Prawo na ten temat wprowadzono w 1669 r. i miało to miejsce w konkretnej sytuacji politycznej (abdykacja Jana Kazimierza). W kolejnych latach stało się ono jednak przysłowiową kulą u nogi dla sejmujących, ponieważ pochłaniało sporo cennego czasu. Podobnie rzecz się miała z prawem izby do upomnienia się u króla o wakanse. Samo ich spisanie i ceremonialne wręczenie królowi zajmowało posłom większą część dnia. Potem jednak następowało oczekiwanie na królewskie nominacje. W tym czasie izba mogłaby wprawdzie normalnie pracować, jednak zdarzało się, iż część posłów stała na stanowisku, że wakanse powinny zostać rozdane na początku sejmu i nie chciała przystąpić do obrad. Na kilku sejmach z omawianego czasu posłowie zajmowali się również spisywaniem egzorbitancji, które ceremonialnie przekazywano królowi i czekano na jego odpowiedź. Jednak czynność ta wywoływała w izbie niemałe spory. Zdarzało się bowiem, że jako egzorbitancję proponowano np. sprawę przyznania praw do ordynacji ostrogskiej, a nawet kwestię przyznania elektorom brandenburskim prawa do rządzenia w Prusach. Coraz bardziej rozbudowany ceremoniał obrad sejmowych widać również w innych elementach. Jedną z nich były wygłaszane przy każdej okazji mowy. O skali i popularności zjawiska może świadczyć choćby to, że w zachowanych do dziś rozlicznych sylwach szlacheckich królują przede wszystkim odpisy mów z czasów Jana III. Wówczas to pojawiały się na masową skalę pisane podręczniki do mów, w których znajdowały się również okolicznościowe mowy dla marszałka poselskiego. Każdą bowiem okazję i każdy element procedury należało rozpocząć i spuentować odpowiednią mową. Do szczególnie interesujących wzorów mów zaliczyć można choćby mowę dziękującą posłowi za przywrócenie izbie acivitatem, czy mowę żegnającą króla po zerwanym sejmie.
  2. Z pewnością jednak cechą najbardziej charakterystyczną i wyróżniającą sejmy z czasów Jana III na tle innych była ich długość trwania. Sejmy powinny trwać zgodnie z prawem 6 tygodni (43 dni). Tymczasem spadająca sprawność obrad powodowała, że przeciągano je nawet do kilku miesięcy (1676 trwał 61 dni; 1677 r. trwał 103 dni; sejm grodzieński z 1678-1679 r. 110 dni; z 1681 r. – 133 dni, 1683 r. – 81 dni, 1685 r. – 104 dni; 1688 r. zerwano w 39 dniu obrad, ale kolejne znów wielokrotnie prolongowano: sejm z 1688-1689 r. do 107 dni, a z 1690 r. do 111 dni). Powody tak znacznego przeciągania obrad były przeróżne. Wiązały się zarówno z rozrostem ceremoniału, coraz większym zakresem obowiązków poselskich, ale i z coraz częstszym wykorzystywaniem zasady wolnego głosu do walki politycznej i obstrukcji obrad. Na pewno obniżała się kultura polityczna szlachty i spadała świadomość odpowiedzialności za losy własnego kraju. Sejm traktowano coraz częściej jako miejsce załatwiania interesów partykularnych lub osobistych, dlatego poszczególne partie potrafiły przez wiele tygodni stosować obstrukcję parlamentarną, aby skłonić przeciwnika do ustępstw (np. w 1685 Litwini przez kilka tygodni nie chcieli rozpocząć sejmowania w Warszawie i domagali się przeniesienia sejmu do Grodna). Odbijało się to negatywnie na sprawności i czasie trwania obrad. Niosło to za sobą liczne konsekwencje – posłowie zaczęli rezygnować z niektórych elementów procedury sejmowej (np. wotów senatorskich, czytania egzorbitancji czy pacta conventa). Główne obrady przenosiły się z izby poselskiej do senatu, ponieważ konkluzja sejmu, która z racji prawa powinna trwać 5 dni, przedłużała się do kilkunastu tygodni. Przedłużające się bezowocne obrady powodowały i to, że posłowie litewscy coraz częściej sprawy Wielkiego Księstwa przenosili na forum swoich sesji prowincjonalnych. Bywało, że w izbie poselskiej zasiadał tylko jeden, specjalnie wydelegowany poseł litewski, a pozostali Litwini obradowali wspólnie w jednej z gospód, przygotowując projekty konstytucji dotyczących Litwy, które następnie odczytywali na forum sejmowym. Można zauważyć więc, że wewnątrz sejmu Rzeczypospolitej wykształcił się swoisty „wewnętrzny” sejm litewski. Wreszcie należy zwrócić uwagę, że prolongowanie obrad niosło konsekwencje bardzo negatywne – każdy dzień przedłużenia sejmu groził jego zerwaniem. Warto jednak na pewno podkreślić również determinację posłów, że przez kilka miesięcy cierpliwie przebywali w mieście sejmowym, chcąc doprowadzić do szczęśliwego zakończenia obrad. A przedłużające się sejmy to znaczny wzrost kosztów utrzymania posłów i senatorów. Z tego powodu w omawianym czasie sejmiki poważnie zajęły się więc problemem związanym ze wspomożeniem finansowym dla swych posłów, coraz częściej wypłacając z własnych środków diety poselskie. Kwoty te były oczywiście niewystarczające, a to prowadziło do korupcji. Na listach wypłat zachowanych w archiwach w Berlinie, Paryżu czy Wiedniu można znaleźć nazwiska bardzo wielu senatorów i posłów. Większość z nich brała zresztą pieniądze od każdego, kto był skłonny je dać. W procesie korumpowania posłów niemałą rolę odgrywał również dwór królewski, mając do dyspozycji nie tylko pieniądze, ale też urzędy i królewszczyzny. Korupcja w ówczesnej Europie była jednak powszechna i Rzeczpospolita nie wyróżniała się w tym względzie. Warto natomiast zauważyć, że mimo powszechnego łapownictwa było ono surowo potępiane, a oskarżenia, że ktoś wziął pieniądze od senatorów czy obcych rezydentów wywoływało oburzenie.
  3. Z pewnością w czasach Jana III można zauważyć dalsze utrwalanie się zasady liberum veto. Nie była ona w zasadzie kwestionowana jako prawo i niezwykle rzadko podnoszono w ówczesnej publicystyce czy w dyskursie publicznym jej  tzw. „opisanie”, czyli ograniczenie jej stosowania w sprawach prywatnych. W izbie dyskusja na ten temat pojawiła się tylko raz w postaci dwóch mów Stanisława Dunin Karwickiego, wygłoszonych w 1688 r. Posłujący z sejmiku województwa sandomierskiego statysta opowiadał się przeciw prawu do protestu wobec czynności sejmowych uważając, że zasada jednomyślności powinna obowiązywać jedynie w przypadku uchwalania konkretnych praw. Jednak mimo powszechnej akceptacji dla zasady jednomyślności warto zauważyć i to, że szansa na złożenie skutecznego protestu przez posła nie w każdym przypadku była taka sama. Pojedynczy parlamentarzysta, pozbawiony „zaplecza” i wsparcia innych osób, mógł łatwo zostać zakrzyczany, a nawet zmuszony do ucieczki z koła. Na skuteczny protest mogła sobie pozwolić „partia”, dysponująca w izbie kilkoma „szablami” i często wsparciem senatorów. Z omawianych czasów dysponujemy kilkoma przykładami, że głos pojedynczego posła był ignorowany. Mimo to sejmy w omawianym okresie były zrywane, a na dwanaście zwołanych zjazdów zerwano sześć. Aż pięć z nich przypada na drugą połowę panowania Jana III (1688-1696). Można to zapewne powiązać z pogarszającą się kondycją zdrowotną króla, co wskazuje, że rola monarchy w skuteczności sejmowania była nie do przecenienia.
  4. Recepty, jakie przedstawiano w celu poprawy sejmowania były mocno ograniczone. Szlachta z jednej strony zdając sobie sprawę z kryzysu parlamentaryzmu, chciała podjęcia działań w celu jego poprawienia, z drugiej zaś strony obawiała się, że ewentualne reformy mogą naruszyć zasadę wolnego głosu. Dlatego podejmowane przez nią działania były niezwykle umiarkowane. Upadek instytucji sejmu w końcu rządów Jana III zaowocował z kolei hasłami niezwykle radykalnymi, które jednak nie dawały nadziei na jakiekolwiek konstruktywne reformy. Wśród szlachty odżyła bowiem idea sejmu konnego, połączonego z pospolitym ruszeniem, który miał rozprawić się z wrogami Rzeczypospolitej, a przywracając dawne cnoty i zwyczaje, uzdrowić również instytucję sejmu. Widziano więc przede wszystkim wady ludzkie i upadek obyczajów, jednocześnie gloryfikując rozwiązania prawno-ustrojowe. Nie dawało to większych nadziei na szybkie reformy.

Sejmiki

Omawiany okres jest niezwykle istotny z punktu widzenia funkcjonowania sejmików szlacheckich. Nie bez przyczyny okres ten doczekał się nawet specjalnego terminu – i znany jest jako epoka „sejmikokracji”. Oczywiście wzrost znaczenia sejmików związany był z konkretnymi przyczynami, wśród których dwie zdają się być najważniejsze.

  1. W drugiej połowie XVII wieku rozpoczął się proces przekazywanie sejmikom kompetencji będących wcześniej w gestii sejmu. Było to związane na pewno z rosnącą nieufnością szlachty co do funkcjonowania urzędów centralnych i chęcią objęcia większą kontrolą spraw państwowych, przede wszystkim skarbowych. Z tego też powodu przejmowanie kompetencji sejmu dotyczyło przede wszystkim spraw podatkowych. Podczas sejmu w deklaracjach podatkowych posłowie decydowali jedynie o wysokości ciężarów przypadających na ich ziemię. Pozostałe kwestie podatkowe załatwiano na sejmikach. Należała do nich decyzja na temat rodzajów podatków, które będą wybierane, oraz ustalenie, według jakiej taryfy i w jakich terminach mają zostać wybrane. Sejmik podejmował również wszystkie decyzje w sprawie wyboru poborców podatkowych i ich wynagrodzenia. Również i oni otrzymywali konkretne terminy, w których mieli zebrane podatki wnieść do skarbu wojewódzkiego. Wreszcie w gestii sejmiku znajdował się wybór członków sądów skarbowych, którzy mieli oceniać prawidłowość wybieranych podatków i rozliczenie się poborców ze skarbem. Ale również i inne kwestie związane z podatkami znajdowały się w zakresie kompetencji sejmikowych. Należały do nich na przykład czasowe zwolnienia i ulgi podatkowe dla poszczególnych osób, miast, majątków czy instytucji kościelnych. Wreszcie od decyzji sejmiku zależało wypłacenie i dystrybucja zebranych sum. Ponieważ w omawianym okresie funkcjonowała zasada przypisania poszczególnych jednostek wojska do określonych ziem, gdzie przedstawiciele wojska mieli odbierać żołd, w kompetencje sejmiku weszły również kwestie bezpośrednio związane z funkcjonowaniem armii. Sejmiki zajęły się również komunikowaniem i negocjacjami z przedstawicielami poszczególnych chorągwi, przybywającymi do danej ziemi w celu odebrania żołdu. Ponieważ pieniędzy nie udawało się najczęściej zebrać w przewidzianym terminie, niejednokrotnie posłowie wojskowi miesiącami rezydowali w ziemiach, oczekując na wypłacenie żołdu. Bardzo często zdarzało się również, że sejmiki uchwalały wówczas dla posłów odpowiednią gratyfikację finansową, potrzebną żołnierzom do utrzymania się poza jednostką.
  2. Drugą ważną przyczyną wzrostu roli sejmików jest na pewno coraz gorsze funkcjonowanie sejmu. Na sejmikach zaczęły coraz częściej zapadać decyzje w sprawach lokalnych. Początkowo szlachta z poszczególnych ziem broniła się przed samodzielnymi decyzjami w sprawach podatkowych na sejmikach, dowodząc, że te powinny być najpierw uchwalone na sejmie. Jednak już pod koniec panowania Jana III niektóre sejmiki zaczęły podejmować samodzielne decyzje podatkowe, gdy potrzebowały pieniędzy, a kolejne sejmy były zrywane. Te precedensy powstałe w omawianych czasach zostaną w przyszłości rozwinięte i pozwolą szlachcie na funkcjonowanie w oparciu o rządy sejmikowe w okresie Wielkiej Wojny Północnej, kiedy sejmy przez wiele lat nie były w ogóle zwoływane.
  3. Wzrost znaczenia sejmików powodował, że obradowały one coraz częściej. Oczywiście szlachta zwoływać samodzielnie sejmików nie mogła, a prerogatywa ta należała do monarchy (lub niekiedy do wojewodów w przypadku niektórych zjazdów). Konieczność częstego zjeżdżania się był więc związany z uzyskiwaniem każdorazowo nowego uniwersału królewskiego, a to wiązało się z kolei z wyprawieniem do monarchy odpowiedniej delegacji. Szlachta znalazła więc wyjście z sytuacji, aby sejmikować częściej, omijając królewskie prerogatywy. Sposobem obejścia prawa stała się zasada limity, to znaczy wielokrotnego zjeżdżania się szlachty na podstawie jednego uniwersału w różnych terminach. Warunkiem limity było oczywiście podjęcie przez sejmik odpowiedniej uchwały i zachowanie ciągłości władzy marszałka sejmikowego (choć w tym drugim przypadku będą występować wyjątki). Limita na masową skalę zaczęła funkcjonować właśnie w omawianych czasach, gdy jeden sejmik, nie załatwiwszy wszystkich spraw, odkładał obrady o kilka tygodni i mógł to czynić nawet kilka razy. To powodowało, że niekiedy sejmiki (przede wszystkim relacyjne, zwoływane po sejmie) mogły ciągnąć się ponad rok czasu. Inną konsekwencją wzrostu znaczenia sejmików były ich coraz wszechstronniejsze działania i zakres podejmowanych czynności. Przejawiał się on choćby w prowadzeniu bogatej korespondencji, nie tylko krajowej (z magnatami, innymi sejmikami, miastami), ale i z ościennymi monarchami. Coraz częściej podejmują również sejmiki inicjatywę wysyłania swoich poselstw – zarówno do króla, prymasa, hetmanów jak i innych senatorów.
  4. Wszystkie te czynniki prowadziły w konsekwencji do postępującego wzrostu poczucia nadrzędności demokracji bezpośredniej nad przedstawicielską. Prawo wprawdzie nadal uchwalano na sejmie, ale sejmiki niejednokrotnie w laudach posejmowych deklarowały, że przyjęte wcześniej przez swoich posłów konstytucje akceptują. Niejednokrotnie szlachta w poszczególnych ziemiach kwestionowała część przyjętych przez sejm praw, jeśli wysłani przez nich posłowie na sejmikach relacyjnych dowodzili, że zostały one przyjęte wbrew ich woli lub za ich niewiedzą. Zanoszono wówczas protestacje do grodów, wysyłano posłów do króla i deklarowano, że ziemia nielegalnie uchwalonym prawom podlegać nie będzie.

Rady Senatu

Były pewnym dopełnieniem systemu parlamentarnego. Właściwie decyzja rady senatu była niezbędna, aby król mógł zwołać sejm, choć do nieobecnych podczas rady powinien wysłać deliberatoria. Rada mogła również poradzić królowi odłożenie obrad (przede wszystkim ze względu na toczącą się wojnę), co dwukrotnie spowodowało naruszenie prawa o dwuletniej kadencji sejmowej (najbardziej widoczne w latach 1685-1688). Również zgodnie ze zdaniem rady senatu król w 1685 r. zdecydował o przeniesieniu obrad sejmowych z Grodna do Warszawy, co wywołało wyżej opisany protest Litwinów. Ważnym elementem systemu parlamentarnego były rady posejmowe, szczególnie te po sejmach zerwanych. Ponieważ bezowocne rozejście się sejmu skutkowało zarówno brakiem uchwał podatkowych, jak i wyznaczeniem terminów zebrania sejmików relacyjnych, zwoływał je król zawsze na podstawie konkluzji rady senatu obradującej bezpośrednio po sejmie.

Można odnieść wrażenie, że dla Jana III rady stanowiły wygodną alternatywę dla męczących obrad sejmowych. Król próbował nieśmiało zastępować sejmy radami, a najlepszym tego przykładem jest zwołanie wielkiej rady senatu w Warszawie w 1680 r. Jej obrady okazały się jednak bezowocne, co musiało utwierdzić króla w przekonaniu, że w przypadku najważniejszych spraw państwa bez sejmu nie będzie się mógł obejść. Tym niemniej Sobieski rady zwoływał często i nie widać po nim z pewnością niechęci, jaką darzył sejm. Tym bardziej, że frekwencja na radach senatu nie była wysoka, a obecni byli najczęściej najbardziej zaufani senatorowie, po których mógł spodziewać się poparcia. Zgodnie z prawem po każdej radzie powstawał jej protokół, zawierający propozycje i konkluzję. Protokoły powinny być odczytywane w obecności posłów podczas obrad sejmowych. Ze względu na brak czasu nie zawsze element ten był jednak na sejmach realizowany.

Dr hab. Robert Kołodziej; Pracownik w Instytucie Historycznym Uniwersytetu Wrocławskiego. Zainteresowania badawcze: Historia instytucji ustrojowych (sejmu, sejmików i rad senatu) Rzeczypospolitej w czasach nowożytnych; czasy Jana III Sobieskiego; dyplomacja i poselstwa zagraniczne Rzeczypospolitej w XVII wieku; edytorstwo źródeł historycznych;

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*