Plan Okopów św. Trójcy ze zbiorów Biblioteki Narodowej

Referat powstał w ramach projektu badawczego „Sądownictwo i dyscyplina wojskowa w Rzeczypospolitej końca XVII w.” finansowanego przez Narodowe Centrum Nauki (nr projektu: 2014/13/N/HS3/04407).

Głównym napędem błyskotliwej kariery Jana Sobieskiego, zwieńczonej wyniesieniem na tron w 1674 r., były jego zdolności militarne, czy też szerzej – cała jego działalność wojskowa. Nie powinno zatem dziwić, że również po założeniu korony sprawy wojskowe pozostały przedmiotem jego szczególnego zainteresowania. Przedmiotem analizy są działania monarchy związane z prowadzeniem wojny z Imperium Osmańskim w ostatnich sześciu latach swojego panowania. Data początkowa została wybrana z uwagi na ostatni za życia Jana III sejm zakończony uchwaleniem konstytucji i nałożeniem podatków. Następne lata miał cechować bardzo głęboki kryzys polityczny uniemożliwiający skuteczne sejmowanie, jak również powiązany z nim poważny kryzys finansów państwa. Był to zatem, jeśli chodzi o samą organizację wysiłku wojennego, najtrudniejszy okres rządów Sobieskiego, zwłaszcza, że króla co raz częściej trapiły w tym czasie problemy zdrowotne, w dużym stopniu utrudniające sprawowanie funkcji publicznych. Należy jednak wyraźnie podkreślić, wbrew stanowisku części starszej literatury przedmiotu, że do końca życia Sobieski interesował się kwestiami wojskowymi i zachował wpływ na podstawowe kierunki polityki Rzeczpospolitej w tym zakresie.

Właśnie kwestiom organizacyjnym poświęcona będzie przede wszystkim niniejsza analiza – sztuka dowódcza Jana III, jak również wojskowa polityka personalna tego władcy zasługują na osobne rozpatrzenie. Niemniej jednak oprócz dowodzenia wojskiem w polu (w latach 1690–1696 Sobieski objął bezpośrednią komendę nad żołnierzami tylko w czasie wyprawy do Mołdawii w 1691 r.) i nominowania oficerów i urzędników wojskowych monarcha w dalszym ciągu miał do odegrania bardzo dużą rolę. Do jego zadań należała m.in. ogólna koordynacja wysiłku wojennego, jak również mobilizowanie opinii publicznej do większej ofiarności na rzecz wojska, czy tłumaczenie jej przyczyn takiego a nie innego przebiegu działań wojennych. Do właściwej realizacji tych funkcji konieczny był sprawny przepływ informacji pomiędzy monarchą a dowództwem armii koronnej i litewskiej. Władca podejmował także działania o charakterze dyplomatycznym związane bezpośrednio z prowadzeniem wojny. Wreszcie Jan III podejmował najważniejsze decyzje dotyczące organizacji i działań wojska zaporoskiego, aczkolwiek zazwyczaj w kwestiach kozackich ściśle współpracował z hetmanem wielkim koronnym.

Instrumentem za pośrednictwem, którego monarcha sprawował ogólne kierownictwo nad wysiłkiem wojennym Korony i Litwy były rady senatu, nazywane niekiedy wprost radami wojennymi (consilium bellicum). Warto zwrócić uwagę, że w ostatnich dwóch latach życia Jana III wiadomo o dziesięciu posiedzeniach rady senatu (odbywających się z bardzo różną częstotliwością), a ostatnie z nich miało miejsce w Wilanowie 2 czerwca 1696 r., a zatem dwa tygodnie przed śmiercią monarchy. Gros punktów poruszanych na radach senatu było siłą rzeczy związanych z toczącą się wojną. Do dużego znaczenia tego gremium niewątpliwie przyczyniał się fakt, że mogło ono, obok sejmu, autoryzować wypłatę pieniędzy ze Skarbu Koronnego. Dlatego też hetmani, potrzebując dodatkowych środków, przedstawiali te prośby najczęściej na senatus consilium.

Jedną z najważniejszych kwestii poruszanych na radach senatu pod koniec panowania Jana III była sprawa zaopatrzenia fortec na Podolu i w Mołdawii, zajętych i wzniesionych przez stronę polsko-litewską w latach 1690–1693 (najważniejszymi z nich były: Soroka, Okopy św. Trójcy, Neamt, Suczawa i Kimpolung, ale zdarzało się, że wojska koronne obsadzały także inne punkty umocnione w północnej Mołdawii). Doskonale zdawano sobie sprawę, że wobec niezdobycia Kamieńca Podolskiego, są one najważniejszym atutem przetargowym Rzeczypospolitej podczas ewentualnych rokowań pokojowych (co w pełni potwierdziło się na kongresie karłowickim). Dlatego też w miarę skromnych możliwości skarbu koronnego starano się asygnować środki finansowe na zakup żywności, prochu i amunicji przeznaczonych dla polskich garnizonów na terytorium nieprzyjacielskim.

Dużo uwagi na radach senatu poświęcano także kondycji wojsk autoramentu cudzoziemskiego. Teoretycznie na pokrycie tytularnym oberszterom kosztów zaopatrzenia, umundurowania i dodatkowych zaciągów sejm uchwalił w 1677 r. znaczącą podwyżkę żołdu dla piechoty i dragonii. W rzeczywistości, jak wielokrotnie skarżyli się hetman wielki koronny, kasztelan krakowski Stanisław Jabłonowski i generał artylerii koronnej, wojewoda kijowski Marcin Kątski: „Panowie pułkownicy cale nie dbali na swoje regimenty”. W związku z tym, że piechota znajdowała się w dużo trudniejszej sytuacji zaopatrzeniowej niż jazda, a dragonia praktycznie podczas każdej kampanii „odpadała” od koni, a ponadto jednostki zaciągu cudzoziemskiego trapiła dezercja, konieczne było częste uzupełnianie składu tych jednostek. Wymagało to z jednej strony wypłaty środków ze skarbu koronnego, a z drugiej zgody na przeprowadzenie werbunku w położonych wewnątrz kraju królewszczyznach, co z kolei spotykało się z nieprzychylnymi opiniami społeczeństwa szlacheckiego, starającego się trzymać wojsko jak najdalej od centralnych obszarów Korony.

Choć asygnacje dla oficerów z pozwoleniem na werbunek rekrutów w poszczególnych miastach i starostwach wydawał hetman, to zazwyczaj starał się on uzyskać dla swoich działań uchwałę rady senatu.

Przedmiotem zainteresowania rad senatu była również sytuacja artylerii koronnej i litewskiej. Formacja ta powinna być utrzymywana z dochodów z nowej kwarty, ale także w tym przypadku teoria rozmijała się z praktyką i konieczne było wyasygnowanie dodatkowych środków na wyprowadzenie armat w pole. Powodowane to było m.in. znacznym wzrostem kosztów wynajmu zaprzęgów, jak również amunicji w trakcie trwania wojny. Duże znaczenie dla artylerii koronnej miał fakt, że na jej czele stał długoletni towarzysz broni Jana Sobieskiego – generał Marcin Kątski. Dzięki bezpośredniemu dostępowi do króla, mógł on w pełni wyartykułować potrzeby artylerzystów i uzyskać dodatkowe pieniądze na ten cel.

Na radach senatu poruszano także problem wynagrodzenia i lokacji wojska zaporoskiego. Żołd dla Kozaków, inaczej niż w przypadku wojska komputowego, nie był ujęty w konstytucjach sejmowych, stąd też wypłata jakichkolwiek pieniędzy dla Zaporożców wymagała zgody przynajmniej rady senatu. W początkowym okresie wojny liczono, że wojska kozackie będą finansowane przez Stolicę Apostolską w ramach subsydiów dla Rzeczypospolitej. Jednakże narastające trudności z uzyskaniem środków od papiestwa zmuszało skarb koronny do przeznaczenia na ten cel własnych pieniędzy. Było to konieczne, choćby w związku z narastaniem od końca lat 80. buntowniczych nastrojów w wojsku zaporoskim (przede wszystkim na skutek działalności pułkownika Semena Palija). Na przełomie 1693 i 1694 r. doszło nawet do krótkotrwałego konfliktu zbrojnego pomiędzy wojskami polsko-litewskimi a prawobrzeżnymi Kozakami. Warto odnotować, że Zaporożców wynagradzano przede wszystkim w naturze – wydając im tzw. barwę, czyli sukno na mundury.

Osobnym zagadnieniem była kwestia lokacji wojska zaporoskiego. O ile, bardzo drażliwą i konfliktową sprawę lokacji wojska koronnego, przynajmniej teoretycznie, rozwiązywały konstytucje i skrypt ad archiwum uchwalone na sejmie 1690 r., to nie istniały podobne regulacje dotyczące lokowania Zaporożców. Konflikt nasilał się podczas trwania wojny w miarę powrotów polskich posesorów i ich zarządców na Bracławszczyznę i Kijowszczyznę. Szczególną wagę miał spór o kwaterowanie Kozaków w ich głównej siedzibie – Niemirowie będącym oficjalnie w posiadaniu najpierw Jana Kazimierza Zamoyskiego, wojewody bełskiego, a potem Józefa Potockiego, starosty halickiego. Ostatecznie senatorowie podjęli decyzję o podpisaniu kontraktów z obydwoma posesorami, aby z odpowiednią gratyfikacją pozwolili Kozakom kwaterować w Niemirowie. Porozumienia te nie zakończyły jednak konfliktów i do końca wojny do hetmanów oraz na dwór docierały doniesienia o waśniach pomiędzy mołojcami, a próbującymi ich wyrugować z dóbr swoich patronów zarządcami majętności magnackich. Część magnatów jednak sama (przynajmniej częściowo na własny koszt) zaciągała własne oddziały kozackie, by na ich czele służyć Rzeczypospolitej i tym samym zaprezentować się przed monarchą i szlachtą jako kandydaci do ewentualnych awansów. Tak postąpił np. starosta kazimierski Jerzy Dominik Lubomirski, który na czele zwerbowanych przez siebie Kozaków w 1694 r. na rozkaz Jana III przeprowadził łupieżczy rajd przeciw wiernym sułtanowi Kozakom hetmana Stecia w okolicach Kiszyniowa i Dubosar. Rok później Lubomirski mógł się cieszyć uzyskaniem urzędu podkomorzego koronnego.

Rady senatu troszczyły się także o poszczególnych żołnierzy, zwłaszcza tych szczególnie zasłużonych dla Rzeczypospolitej. Dlatego też podejmowały decyzje o specjalnych wynagrodzeniach dla oficerów, którzy popadli w kłopoty finansowe (jak np. gen. Wilhelm Dobszyc w 1695 r.), czy też o wykupie żołnierzy, którzy dostali się w trakcie działań wojennych do niewoli tureckiej, bądź tatarskiej (jak np. por. Mikołaja Tyszkowskiego, pojmanego pod Hodowem w 1694 r., czy też por. Stanisława Jastrzębskiego, wziętego do niewoli w bitwie pod Lwowem w 1695 r.).

Jak już zostało wspomniane Jan III utrzymywał regularną korespondencję z najważniejszymi oficerami wojska koronnego i litewskiego bezpośrednio, albo za pośrednictwem referendarza koronnego Stanisława Antoniego Szczuki – osoby najbliżej współpracującej z królem w tamtym okresie. Do grona korespondentów Sobieskiego należeli przede wszystkim hetmani koronni: wielki Stanisław Jabłonowski i polni – bracia Jędrzej i Szczęsny Potocki, jak również litewskimi: wielkim – Kazimierzem Janem Sapiehą i polnym Józefem Bogusławem Słuszką. Ponadto do króla i Szczuki dość często pisywał generał artylerii koronnej Marcin Kątski, ale także oficerowie niższego szczebla (często towarzysze broni Sobieskiego z czasów hetmańskich), np. chorąży lwowski, rotmistrz Marcin Bogusz, czy kasztelan chełmski i komisarz wojska zaporoskiego Stanisław Zygmunt Druszkiewicz. Zapewne bardziej szczegółowa kwerenda archiwum Sobieskich (w zasobach Narodowego Archiwum Historycznego Białorusi w Mińsku), które jest dopiero wstępnie rozpoznawane przez polską historiografię, przyniesie dużo więcej nazwisk wojskowych korespondentów Jana III. Warto także zauważyć, że wojskowi bardzo często osobiście gościli na dworze królewskim w Żółkwi i w Wilanowie.

Kluczowe dla zrozumienia działalności wojskowej Jana III w ostatnim okresie jego rządów są relacje monarchy z hetmanem Stanisławem Jabłonowskim. Kasztelan krakowski niewątpliwie był w tym czasie najważniejszą postacią w wojsku koronnym i wywierał największy wpływ na kierunek jego działań. Niemniej jednak hetman ciągle czuł się w obowiązku konsultować z monarchą wszystkie ważniejsze posunięcia wojska koronnego. Cały czas podkreślał, że przede wszystkim jest wykonawcą poleceń królewskich i niekiedy, rzeczywiście organizował pewne przedsięwzięcia na wyraźne polecenia królewskie (np. podjazd pod Kamieniec Podolski w sierpniu 1692 r.). Z wzajemnej korespondencji doskonale widać, że sprawą szczególnie interesującą monarchę była właśnie kwestia regularnego wysyłania konwojów z zaopatrzeniem do zagranicznych garnizonów. Zdarzały się sytuacje, że Jabłonowski bardzo dokładnie tłumaczył się Sobieskiemu z podjętych działań. Dobrym przykładem takiego postępowania jest kampania roku 1692. Na wrześniowej radzie wojennej w Brzeżanach ustalono, że wojska polsko-litewskie jednocześnie wybudują i obsadzą fort nad Dniestrem, którzy będzie blokował dostawy zaopatrzenia (tzw. zahary) dla garnizonu osmańskiego w Kamieńcu, jak również podejmą próbę zdobycia twierdzy kamienieckiej. Po przybyciu na miejsce okazało się, że siły polsko-litewskie są zbyt słabe, aby równocześnie realizować te dwa przedsięwzięcia, a ponadto zbliżał się koniec pory wojennej, dlatego też hetman zdecydował wszystkie siły skierować do wsparcia budowy nowych umocnień (nazwanych Okopami św. Trójcy), a z prób zdobycia Kamieńca tamtej jesieni zrezygnować. W kilku listach do króla bardzo dokładnie przedstawiał sytuację wojska koronnego i bardzo obszernie wywodził racje, dla których podjął taką a nie inną decyzję, a także prezentował możliwe propozycje działań w kolejnych kampaniach. W tonie listów bardzo wyraźnie widać, że kasztelan krakowski liczył się ze zdaniem Jana III i zależało mu, aby władca nie obarczył go odpowiedzialnością za zmianę ustalonego wcześniej planu działań.

Król mógł mediować także w sporach pomiędzy oficerami, aczkolwiek wskutek zarówno bardzo mocnej pozycji Stanisława Jabłonowskiego w armii koronnej i Kazimierza Jana Sapiehy w armii litewskiej, jak i dość dobrym stosunkom pomiędzy tymi dwoma hetmanami takie sytuacje zdarzały się w latach 90. bardzo rzadko. W zasadzie jedynymi oficerami, którzy mogli sobie pozwolić na odwołanie się do Sobieskiego ze skargą na poczynania hetmana wielkiego koronnego był Marcin Kątski oraz kasztelan sandomierski i strażnik koronny Stefan Bidziński (aczkolwiek ten po 1684 r. usunął się z aktywnej działalności wojskowej i poczynania Jabłonowskiego komentował raczej z pozycji postronnego obserwatora).

W przypadku części jednostek zakres kontroli królewskiej nad poczynaniami hetmańskimi był dużo szerszy – chodzi o jednostki gwardyjskie, czyli oddziały komputowe noszące imię króla i członków jego rodziny. Hetman Jabłonowski przed rozłożeniem tych jednostek na leże zazwyczaj pytał monarchę, gdzie miały zostać skierowane. Ponadto w asygnacjach wysyłanych do tych oddziałów kasztelan krakowski wyraźnie zastrzegał, że mają się one udać do danego kompleksu dóbr królewskich lub duchownych, albo tam, „gdzie im Król Jego Miłość konsystencyję wskaże”. Czasami Jan III sam prosił hetmana, aby wydał konkretne rozkazy oddziałom gwardii, wiązało się to m.in. z faktem, że jednostki te były potrzebne do asystowania przy uroczystościach dworskich, tudzież na sejmach czy trybunałach.

Symbolicznym przejawem zainteresowania Jana III toczącą się wojną było osobiste przesłuchiwanie przez króla części jeńców tatarskich i tureckich odsyłanych przez hetmana Jabłonowskiego na dwór królewski w Żółkwi.

Kwestią wymagającego opracowania jest mobilizowanie przez króla szlacheckiej opinii publicznej do ofiarniejszego popierania wysiłku wojennego. Jeśli chodzi o pisma polemiczne i dzieła sztuki, propaganda Jana III w tym okresie doczekała się już swojej monografii, natomiast w tym miejscu pragnąłbym tylko zasygnalizować najważniejsze elementy przekazu, który Sobieski kierował do szlachty poprzez uniwersały i legacje sejmikowe.

Król bardzo mocno starał się podkreślać swoje ciągłe zaangażowanie w sprawy wojskowe. Swoje długie pobyty w Żołkwi tłumaczył właśnie chęcią znalezienia się jak najbliżej pogranicza, aby regularnie czuwać nad pomyślnym przebiegiem działań wojennych. Dlatego też w lutym 1692 r. pisał: „pod ustawicznym i codziennym koło szczęśliwości państw od Pana Boga nam powierzonych staraniem nie tylko same dni vigillans zabiera sollicitudo, ale częstokroć nocnych na spoczynek pozwolonych bezsenne oczy i otwarte powieki nie pozwalają momentów”. Dzięki takiemu postawieniu sprawy Sobieski mógł sobie przypisywać nie tylko sukcesy w bitwach, w których sam brał udział (np. bitwa pod Pererytą i zdobycie Neamtu w 1691 r., o których wspominano w uniwersałach w 1692 r.), ale także wszystkie zwycięstwa wojska koronnego i litewskiego nad Tatarami i Turkami (np. zwycięstwo pod Uścieszkiem w 1694 r., którym król chwalił się w uniwersałach zwołujących sejm 1695 r.). Do szczególnych rozmiarów w propagandzie monarszej urosło starcie pod Hodowem – dwór niemal od razu po bitwie zaczął przyrównywać je do bitwy pod Termopilami (tyle, że z pomyślnym wynikiem), choć sama potyczka nawet w kontekście odpierania letniego najazdu ordy budziackiej w 1694 r. nie miała dużego znaczenia. Logika wewnętrznej walki politycznej dyktowała jednak, aby w przypadku braku rzeczywistych spektakularnych sukcesów (bitwa pod Uścieszkiem miała miejsce dopiero w październiku) takowe wykreować.

Jan III miał jednak świadomość, że rezultaty działań wojennych mogą być niezadowalające dla szlachty. Taki stan rzeczy tłumaczył m.in. tym, że wojska cesarskie zamiast walczyć Osmanami na Węgrzech są zaangażowane na zachodnioeuropejskim teatrze działań wojennych przeciw Ludwikowi XIV. Generalnie jednak Sobieski pod koniec swojego panowania próbował przekonać sejmiki, że sytuacja wojenna Rzeczypospolitej jest umiarkowanie pozytywna. Pod koniec 1694 r. pisał zatem: „stan Rzeczypospolitej naszej jest w wojnie strasznej wprawdzie, ale nie tak ciężkiej z osobliwej nad ojczyzną naszą łaski i opatrzności Boskiej, jako za przodków naszych, sądnym dniem onę nazywaną, częścią za usilnym staraniem J.K.Mości Pana naszego Miłościwego, divisione in socios, częścią za stąpieniem jego własnym, czego publicus albo przejrzy, albo przytrzyma neglectus”.

Innym sposobem tłumaczenia niepowodzeń (np. corocznych niszczycielskich najazdów tatarskich) było wskazywanie na niewywiązywanie się przez sejmiki ze swoich zobowiązań finansowych wobec armii i faktyczne sabotowanie decyzji sejmów. Bardzo mocno podkreślano konieczność regularnej wypłaty żołdu dla utrzymania wysokiej liczebności wojska, jak również zapowiadano zajęcie się kwestią zapewnienia stałych środków na utrzymanie fortec mołdawskich i pogranicznych. Rozejście się trzech ostatnich sejmów za panowania Jana III bez uchwalenia konstytucji uniemożliwiło przyjęcie stosownych postanowień.

Podobnie jak w latach poprzednich Sobieski wykładał swoje prywatne pieniądze na potrzeby wojska. Co prawda Jan III po 1690 r. nie sfinansował całej ćwierci żołdu dla armii koronnej, jak zrobił to w 1689 r., ale tylko w drugiej połowie 1692 r. prywatny skarb króla miał łożyć m.in. na zakup prochów i wołów dla artylerii koronnej, prowiantu i barwy dla Kozaków zaciąganych przez Marcina Bogusza, a także na wypłatę zaliczek dla żołnierzy służących w Soroce i Neamcie. Uzyskanie dalszych informacji o skali prywatnych wydatków króla na wojsko komputowe będzie możliwe po dokładniejszym przebadaniu akt majątkowych króla (znajdujących się w archiwum mińskim).

Koniec panowania Jana III nie obfitował w spektakularne sukcesy w wojnie z Wysoką Portą. Kryzys państwa i zły stan wojsk Rzeczypospolitej uniemożliwiał odniesienie takich zwycięstw. Niemniej jednak udało się utrzymać do końca wojny zdobycze z lat poprzednich. Miało to później duże znaczenie podczas rokowań karłowickich. Zachowanie fortec mołdawskich wymagało bardzo dużego wysiłku finansowego i organizacyjnego. Wysiłek ten jest tym bardziej godny podkreślenia, że w omawianym okresie nie funkcjonował w zasadzie centralny organ państwa – sejm. Bardzo dobrze sytuację tę opisuje uwaga rady senatu z wiosny 1695 r. na temat potrzebnych wydatków: „przeciwko punktom rady teraźniejszej nie masz nic, co by się mogło ekscypować, bo jedne są bardzo potrzebne, a drugie bardzo słuszne i tym większej co raz potrzebuje uwagi, że do nich i na samych sejmach Rzeczpospolita żadnego nie przykłada starania, bo uchwaliwszy podatek reliquae minime curat, a przecie żadną miarą stan Rzeczypospolitej bez tego obejść nie może się, co przenosi ekspensę oprócz podatkowej płacy na żołnierza. Dlatego należeć będzie causam hanc publicarum necessitatum jak najgruntowniej poprzeć na sejmowych, da Bóg, radach. Teraz zaś, ile egestas obarczonego Skarbu pozwala tak providetur wyrażonym potrzebom”. To samo można odnieść do nie zawsze zauważanych przez współczesnych, jak i niektórych historyków wysiłków organizacyjnych podejmowanych przez króla i hetmana. Bez tych działań, bez częstej korespondencji pomiędzy wojskowymi a monarchą, wreszcie bez aktywności króla i hetmanów na forum senatu utrzymanie Soroki, Neamtu, Suczawy i innych twierdz byłoby niemożliwe. Choć więc bilans ostatnich lat życia Sobieskiego nie może być określony jako pozytywny (także w wyniku błędnych decyzji politycznych samego króla), to w zakresie działalności stricte wojskowej wydaje się, że Jan III w latach 1690–1696 nie mógł dokonać więcej i wyczerpywał w zasadzie wszystkie możliwości wspierania polsko-litewskiego wysiłku wojennego.

JAN JERZY SOWA, ur. w 1989 r. w Gryficach, absolwent historii i prawa na Uniwersytecie Warszawskim, doktorant w Instytucie Historii Prawa Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Jego zainteresowania badawcze koncentrują się wokół wojskowo-prawno-ekonomicznych zagadnień dziejów Rzeczypospolitej w drugiej połowie XVII i na początku XVIII w. Aktualnie przygotowuje rozprawę doktorską dotyczącą sądownictwa wojskowego w Koronie na przełomie XVII i XVIII w. |

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*