Osoba i działalność Jana III Sobieskiego stały się przedmiotem zainteresowania współczesnych mu cudzoziemców, którzy zapisywali częstokroć swoje wrażenia w formie relacji z podróży bądź pamiętników. Zainteresowanie królem polskim było podsycane zarówno przez pewną egzotykę Rzeczypospolitej i jej ustroju – czego beneficjentem był sam Sobieski, zostawszy królem mimo niepochodzenia z monarszej rodziny – jak i słynne na całą Europę zwycięstwo wiedeńskie w 1683 r. Jak wiadomo, nie tylko pokrzyżowało ono zaborcze plany tureckie, ale i „wybawicielskie” zamysły króla-Słońce Ludwika XIV, który po spodziewanym upadku Wiednia stałby się jedynym monarchą zdolnym ocalić Rzeszę przed zalewem osmańskim.

Analiza relacji cudzoziemskich przynosi zwykle dobre rezultaty, choć obarczona jest nieuchronnym marginesem błędu, związanym z nieznajomością przez autorów wszystkich aspektów opisywanej przez nich rzeczywistości. Niemniej potrafią oni dostrzec sprawy „zwyczajne” dla autochtonów, które umykają ich uwadze. Przystępując do zagadnienia wizerunku Jana III w oczach cudzoziemców skupimy się na tym, jak ów pogromca Turków, będący w swej ojczyźnie przedmiotem bezpardonowej krytyki ze strony opozycji, był postrzegany przez zdecydowanie mniej zaangażowanych w polskie spory polityczne obcokrajowców. Zdając sobie sprawę z dużej liczby zachowanych wspomnień cudzoziemców, dotyczących Jana III Sobieskiego, zmuszeni jesteśmy dokonywać wyboru. Dotyczy on zarówno samych utworów, jak i zawartych w nich treści.

Na potrzeby niniejszego artykułu zdecydowaliśmy się wybrać dzieła następujących pamiętnikarzy: Irlandczyka Bernarda O`Connora, Włocha Giovanniego Fagiuoli oraz Francuzów: François`a Paulina Dalairaka, Philippe`a (Filipa) Duponta, M. de Mongrillona i Gasparda de Tende.

Ponieważ będący przedmiotem naszej analizy autorzy, jak i ich dzieła, są znani polskiej literaturze przedmiotu, przywołamy w tym miejscu jedynie najważniejsze informacje. Otóż Bernard O`Connor (1665/1666-1698) przebywał w Polsce krótko w latach 1694-1695. Zdobył sławę prawidłowo diagnozując śmiertelną chorobę siostry króla, Katarzyny z Sobieskich Radziwiłłowej, co zapewniło mu – skądinąd niezbyt pożądany – awans na nadwornego lekarza królewskiego. Wyjechawszy z Polski w styczniu 1695 r. z Teresą Kunegundą Sobieską do Bawarii, powrócił stamtąd na wyspy brytyjskie. Tamże w 1698 r. wydał swe dzieło The History of Poland in Several Letters to Persons of Quality, odpowiadając na wzrost zainteresowania opinii publicznej sprawami Polski po śmierci Jana III Sobieskiego.

Florentyńczyk Giovanni Battista Fagiuoli (1660-1742), „znany ze złośliwego języka”, pojawił się w Polsce w czerwcu 1690 r. w orszaku nowo przybywającego nuncjusza Andrea Santa Croce jako jego sekretarz. W dniu 9 lipca uczestniczył w audiencji u króla, co dało mu sposobność osobistego poznania monarchy. Swoje uwagi spisywał w konwencji porównywania warunków włoskich z polskimi (utyskiwał m.in. na słabą znajomość języka włoskiego wśród Polaków), przy czym nie szczędził Sarmatom drobnych prztyczków. Jego wspomnienia (Memorie e ricordi) obejmują trzy tomy: 1 (1672-1695), 2 (1696-1704) i 3 (po 1704), z których polskiemu czytelnikowi udostępniono wybraną część na łamach krakowskiego „Czasu” w 1858 r.

François Paulin Dalairac opublikował swe wrażenia z pobytu w Polsce niemal równocześnie z ukazaniem się dzieła O`Connora, bo w 1699 r. Opisuje mijane miejsca i zaobserwowane obyczaje, także historię Polski; wiadomości z wojny tureckiej pojawiają się u niego okazyjnie. Wobec króla polskiego jest krytyczny, co – jak wiadomo – skłoniło do odpowiedzi jego rodaka, Philippe`a Duponta.

Ówże Dupont – a właściwie Philippe la Masson (ok. 1650 – po 1725) – to największy bodaj wśród francuskich pamiętnikarzy admirator króla Jana III. Znał go też bardzo dobrze, służąc jako inżynier wojskowy w armii polskiej od początku lat 70. XVII w., a z czasem stając się zaufanym dworzaninem Jana III i Marii Kazimiery. Swoje wspomnienia spisał we Francji, pod koniec życia, a doczekały się druku w oryginale, za sprawą Ignacego Janickiego, dopiero w 1885 r. w Warszawie, dwa lata po opublikowaniu polskiego tłumaczenia pamiętników Dalairaka. Pisząc o Janie III, akcentował jego dokonania wojenne i na wszelki możliwy sposób bronił dobrego imienia monarchy.

Nieznany z imienia de Mongrillon przebywał w Polsce w latach 1693-1697 jako kurier i człowiek do zadań specjalnych w ambasadzie Melchiora Poliniaka. Dzięki swym powiązaniom z francuskim dyplomatą miał okazję obserwować z bliska rodzinę i dwór królewski. Na bieżąco też spisywał swoje wrażenia, tworząc pamiętnik, będący w istocie rzeczy zbiorem portretów poszczególnych osób. Po raz pierwszy ukazał się drukiem w Amsterdamie w 1759 r. jako Mémoires et anecdotespourservir à l`histoire de la Polognecontenantl`abrégé de la vie de la reine Louise Marii [s] de GonzaguePortrait du roi Jean Sobieski et l`histoire de la concurrenceduprince de Conti et de l`électeur de Saxe, pour la couronne de Pologne w pierwszym tomie Curiositéshistoriquesourecueil de piècesutiles à l`histoire de France et qui n`ontjamais paru.

Gaspard de Tende (1618-1697), starannie wykształcony i świetnie znający łacinę, przebywał w Polsce długo i dwukrotnie – najpierw na dworze Ludwiki Marii, by po jej śmierci i abdykacji Jana Kazimierza wrócić do Francji. Przyjechał znów nad Wisłę w 1674 r. jako sekretarz posła francuskiego Toussaint de Forbin-Jansona i po elekcji Jana Sobieskiego pozostał w Rzeczypospolitej aż do śmierci króla. Poznał dobrze zarówno kraj, jak i rodzinę Sobieskich i jeszcze za życia opublikował we Francji opis Rzeczypospolitej – choć uczynił to pod pseudonimem rzekomo nieżyjącego już wówczas pana de Hauteville. Dzieło to szybko zdobyło sobie popularność, w znacznym stopniu wpływając na wizerunek Polski u poddanych Ludwika XIV, utrwalając różne stereotypy, ale i dając solidną porcję wiedzy.

Jako kryteria oceny króla, przyjęto:

– pochodzenie i wykształcenie;

– Sobieski jako filozof;

– Sobieski jako wódz i jego sława wojenna;

– Liga Święta;

– elekcja i skąpstwo króla;

– rysopis;

– ogólna ocena króla.

Zdajemy sobie sprawę, że nie możemy w krótkim studium wyczerpać tematu, jak też nie uzyskamy całościowego obrazu Jana III, jaki zachował się na kartach pamiętników obcokrajowców. Niemniej przyjęte kryteria pozwolą na uchwycenie pewnych szczególnych cech, jakimi cudzoziemcy charakteryzowali „Lwa Lechistanu”. Przy okazji dowiemy się też, kogo spośród wymienianych pamiętnikarzy interesowały poszczególne elementy z biografii polskiego króla.

Jan Sobieski – pochodzenie i wykształcenie

Na temat pochodzenia i wykształcenia króla znajdujemy ciekawe informacje u O`Connora. Zaznaczył on, iż rodzina Sobieskich jest starożytna i szlachetna, choć nie najznakomitsza ani najbogatsza. Oceniając edukację monarchy, pisał, że jest on starannie wykształcony, a w podróżach poznał to, co powinien. Pamiętnikarz przypomina, że Sobieski był we Francji, Anglii, Niemczech i Włoszech, uzyskując na koniec awanse wojskowe za Jana Kazimierza. Gdzie indziej O`Connor podsumował tę część biografii królewskiej następująco: „Król był elokwentny, bardzo otwarty i niezwykle uprzejmy. Posiadał większość zalet niezbędnych szlachcicowi. Był nie tylko biegły w sprawach wojskowych, ale też dobrze zorientowany w kulturze i nauce. Oprócz własnego, języka słowiańskiego, znał: łacinę, francuski, włoski, niemiecki i turecki. Lubował się w historii naturalnej i we wszystkich dziedzinach medycyny. Zdarzyło się, że udzielił nagany duchowieństwu za niewłączenie filozofii nowożytnej do programu nauczania na uniwersytecie i w szkołach”.

Krócej, ale równie pochlebnie na temat wykształcenia króla wypowiadał się Giovanni Fagiuoli. Zwrócił on uwagę na ogrom wiadomości, jakie ma król i jego zdolności geograficzne oraz lingwistyczne. Włoch chwalił doskonałą znajomość francuskiego, łaciny i tatarskiego, ciesząc się również, iż król mówi trochę po włosku – choć zdaniem pamiętnikarza była to raczej bierna znajomość tego języka.

Jan Sobieski jako filozof

Z wykształceniem króla łączy się ściśle kolejna wyróżniająca go cecha, a mianowicie zamiłowanie do nauki i dysput. Ten rys w charakterze króla został dostrzeżony przez wielu pamiętnikarzy. Dotyczy to także inżyniera wojskowego Philippe`a Duponta, którego zwykle interesowały sprawy wojskowe. Niemniej i on zanotował, że Jan III lubił dyskusje na tematy, które sam podawał i czasem udawał, że jest odmiennego zdania, by ożywić dyskusję i doprowadzać uczonych do pasji, co go bawiło. Mocno podkreślał też zalety króla jako rozmówcy: „Rozmowa z królem była zawsze przyjemna i użyteczna. Ci, którzy mieli okazję z nim konwersować, nie czuli się nigdy skrępowani ani zażenowani szacunkiem, jakim otaczano jego osobę, gdyż sam król łagodził to wrażenie, spoufalając się z ludźmi dzięki swej wielkiej dobroci. Jego wielki umysł ogarniał wszystko: to, co święte i to, co świeckie; to, co dawne i to, co nowe. Odwodził rozmówców od błędnych sądów, dyskutując na tematy, które sam poddawał, gdyż jego opinie zawsze były słuszne. Ci, którzy z nim rozmawiali, wychodzili zauroczeni i oświeceni”.

Podobnego zdania o polskim monarsze był Bernard O`Connor, piszący, iż król lubi dysputy naukowe: „Uwielbiał przysłuchiwać się dyskusjom o filozofii i historii naturalnej. Sprytnie i ze szczególnym talentem otaczał się ludźmi wykształconymi, których rozmowy stanowiły dla niego rozrywkę”.

Irlandzki lekarz nie pozostał gołosłowny i uraczył nas ciekawym opisem dyskusji medycznej z udziałem jego samego, spowiednika królewskiego, jezuity o. Maurycego Karola Voty i biskupów: poznańskiego Stanisława Witwickiego, płockiego Andrzeja Chryzostoma Załuskiego i wileńskiego Konstantego Kazimierza Brzostowskiego. Tematem dyskusji było miejsce w ciele, w którym znajduje się dusza. Warto streścić przebieg owej dyskusji, gdyż okazał się on starciem pomiędzy zwolennikami dwóch odmiennych koncepcji filozoficznych – arystotelesowsko-tomistycznej i kartezjańskiej. Według pierwszej z nich dusza jest przede wszystkim odpowiedzialna za ożywianie ciała oraz kierowanie nim zgodnie z władzami, przypisanymi duszy, gdzie myślenie jest jedną z władz, właściwą duszom ludzkim. Kartezjusz z kolei ograniczył mocno funkcje duszy, redukując je w dużym stopniu jedynie do myślenia, co pociągnęło za sobą odmówienie istotom niemyślącym posiadania duszy. Stoczenie takiej dyskusji na dworze Jana III dowodzi, iż Wilanowowi nie pozostały bynajmniej obojętne wielkie problemy filozoficzne siedemnastowiecznej Europy.

Zabierając głos w wywołanej przez króla dyskusji, O`Connor w ślad za Kartezjuszem stwierdził, że dusza jest w mózgu, bo ten jedynie myśli. Kierujący się tomistyczną koncepcją duszy jako ożywiciela organizmu Vota uznał, że reszta ciała musiałaby być martwa, bo dusza ożywia całe ciało i musi być wszędzie w nim. W odpowiedzi O`Connor wykazał się swą wiedzą medyczną i stwierdził, że nie dusza ożywia, ale krew, która krąży po całym ciele. W tym momencie biskup poznański, który za młodu kształcił się na lekarza, zaczął skłaniać się ku zdaniu O`Connora, ale rozzłościło to jezuitę. Vota odwołał się do teologii i oznajmił, że takie poglądy są sprzeczne z nauką Kościoła i nie powinny być głoszone, bo jeśli dusza nie znajduje się w całym ciele i wszystkim nie kieruje, bylibyśmy podobni do zwierząt. O`Connor replikował, że i owszem, w działaniach ciała jesteśmy podobni do zwierząt, a dusza na to ma inne właściwości, by zajmować się racjonalnym myśleniem, a nie mechaniką ciała. Król zagadnął z kolei, czym jest śmierć, skoro teologia scholastyczna uznaje, że jest to oddzielenie duszy od ciała? O`Connor stwierdził, że dusza w chwili śmierci oddziela się od ciała, ale ciało umiera najpierw z powodu ustania działania jego organów wewnętrznych; wskutek tego dusza porzuca ciało. Jan III podsumował to porównaniem duszy do organisty, który przestaje grać na zepsutych organach.

Jan Sobieski jako wódz i jego sława wojenna

Spośród wszystkich umiejętności króla Jana III, zdecydowanie najlepiej znane były w Europie jego talenty wojskowe. Swoich pochwał w tym zakresie nie szczędzili mu też obcy pamiętnikarze, jakkolwiek piszących w latach 90. czy już po śmierci króla-wojownika musiały zastanawiać nikłe osiągnięcia militarne jego samego i Rzeczypospolitej po kampanii wiedeńskiej. Szukano też na to odpowiedzi, do których wrócimy w dalszym ciągu rozważań.

Bernard O`Connor, piszący swe dzieło już z perspektywy śmierci króla, a więc znający marazm na froncie polsko-tureckim, poświęcił wojnie z Osmanami kilka stron swego dzieła. Ocenił Jana III jako bardzo dobrego wodza, który Turków tak przerażał, iż sami poprosili o pokój: „Turcy i Tatarzy stawali się powoli coraz potężniejsi. Pamiętali jednak o swych porażkach z ostatnich lat, a król Sobieski przerażał ich tak bardzo, że wydawało się, że jedyne, czego pragną, to zawarcie pokoju. W tym celu wielki wezyr, za pośrednictwem księcia Mołdawii, przygotował preliminaria traktatu, zatwierdzonego po zwycięskiej dla Polaków bitwie i kilku innych drobnych potyczkach, w których straty poniosły obie strony”. Przytoczone tu stwierdzenie możemy odnieść najprawdopodobniej do turecko-tatarskich inicjatyw pokojowych z 1692 r., przedsięwziętych po kampanii mołdawskiej Jana III z 1691 r. i obliczonych na wyprowadzenie Polski z szeregów Ligi Świętej.

Pochwały Irlandczyka bledną jednak przy Dupontowskich peanach na cześć talentów militarnych króla. Francuski inżynier – skądinąd zawodowy żołnierz – wysławia wojenne czyny Jana III w całym swym dziele i – trzeba przyznać – zwykle ma po temu słuszne powody. Dla przykładu przytoczymy tylko jedną wypowiedź tego pamiętnikarza, której bardziej ogólny charakter dobrze odpowiada naszemu tematowi: „Nie było nigdy człowieka o większym geniuszu wojennym i umiejętności rozgrywania bitew. Miał marsową energię, która kazała mu ważyć się na wszystko i wszystko przedsiębrać. Doskonale umiał wykorzystać okazję i te krótkie momenty, od których zależy los bitew. Turcy odczuli to dobitnie pod Chocimiem i przy wielu innych okazjach. Najprostszego żołnierza ze swej armii potrafił natchnąć odwagą i męstwem. Wystarczyło na niego spojrzeć, gdy atakował z bronią w ręku. Mimo iż jego czyny były wielkie i chwalebne, nigdy się nimi nie przechwalał”.

Oszczędniejszy w tym względzie jest sekretarz nuncjusza, notujący o Janie III, iż „był zawsze z niego przedni żołnierz”. Z kolei de Mongrillon ocenił, iż uzdolnienia wojskowe króla rozminęły się z możliwościami jego poddanych: „Miał bez wątpienia wielki talent do wojny i gdyby żył wśród ludów bardziej niż Polacy obeznanych w sztuce wojennej, dorównałby najsławniejszym dowódcom. Pomimo że walczył tylko z Turkami, Tatarami i Moskalami doskonale rozumiał naszą sztukę oblężniczą, nasze walki i nasz sposób prowadzenia wojny. Widać było wyraźnie, że nic nie uchodziło jego genialnej przenikliwości”. W stwierdzeniach Francuza widać wyraźnie poczucie dumy z potęgi militarnej jego ojczyzny, której armia po reformach Louvois`a i Vaubana była w stanie przeciwstawić się największym potęgom Europy. Widzimy też, iż de Mongrillon dostrzegał różnicę między zachodnioeuropejskim systemem wojowania, zasadzającym się na oblężeniach i obronach twierdz oraz powolnym zdobywaniu terenu a systemem wschodnim, któremu hołdował także Jan III, a który preferował błyskawiczne kampanie i rozstrzygające bitwy.

Oczywiście z sukcesami na polu walki łączyła się zasłużona sława wojenna króla. Jej znaczenie podkreślał – już z perspektywy lat – M. de Mongrillon, z pewną przesadą pisząc: „Będąc prawdziwie wielkim dowódcą budził wielki respekt swoich wrogów. Rzec można, nie schlebiając, że sam strach, jaki jego imię wzbudzało, spowodował odwrót Turków spod Wiednia, którzy omal nie opanowali miasta. Mogli bowiem zagrodzić przejście armii polskiej dziesięcioma tysiącami ludzi, opanowując głębokie wąwozy, przez które musiała ona przejść, aby do nich dotrzeć. Jednakże bliskość króla tak ich przeraziła, że nie pomyśleli o zajęciu tych wąwozów i pozostawili w ten sposób wolną drogę Polakom”.

Liga Święta

Udział Polski w Lidze Świętej, zawiązanej z udziałem papiestwa, Wenecji i Cesarstwa w 1684 r., a uzupełnionej przez akces Moskwy w 1686 r., był przedmiotem żywego zainteresowania obcych pamiętnikarzy. Sojusz ten z biegiem czasu stawał się coraz bardziej niewygodny dla Polski, krępując jej możliwości wojskowo-polityczne w Europie i kosztując wyrzeczenie się roszczeń do utraconych ziem na wschodzie (co było warunkiem sine qua non dołączenia się do przymierza Rosjan). Stawało się to coraz bardziej widoczne, zwłaszcza wobec braku realnych sukcesów oręża polskiego – szczególnie bolesnych na tle zwycięstw austriackich. Wyprowadzenie Polski z Ligi było też jednym z głównych celów dyplomacji francuskiej, której przeciwstawiały się dwór wiedeński i Stolica Apostolska. Sam król wahał się, pragnąc przede wszystkim zdecydowanego zwycięstwa nad Osmanami. Urzeczywistnienia tego zamierzenia nie doczekał, ale też nie zdecydował się na separatystyczny pokój ze Stambułem, który – z czego też Jan III zdawał sobie sprawę – nie gwarantowałby bynajmniej trwałej pacyfikacji między Polską a Turcją.

Bernard O`Connor, pisząc o lidze przeciw Turkom i zauważając opieszałość Polaków w prowadzeniu wojny, uznał to za skutek niechęci do Niemców i sprzyjania przez króla Francuzom: „Funkcjonuje ona [Liga – D.M.] nadal, mimo że nie przynosi wielkich korzyści sojusznikom. Od oblężenia Wiednia Polacy czują bowiem niechęć do Niemców, których wybawili od tureckiej inwazji za to, że byli przez nich źle traktowani. Poza tym wydaje się, że król od kilku lat sprzyja Francji”.

Na niewdzięczność Niemców dla Polski po odsieczy wiedeńskiej zwraca też uwagę François Paulin Dalairac. Z kolei Gaspard de Tende widzi przyczynę niepowodzeń polskich raczej w złej organizacji armii, a zwłaszcza naczelnego dowództwa. Utyskuje na dożywotność urzędu hetmańskiego i wskazuje wyraźnie na ograniczenia, jakie ma monarcha polski w doborze kandydatów na hetmana: „Zauważyłem również w Polsce inne negatywne zjawisko, które dotyczy urzędu hetmana armii. Otóż urząd ten jest dożywotni, a król nie może usunąć z niego osoby, która została mianowana; ponadto często musi przekazać ten urząd w ręce wielkiego pana, który nie ma pojęcia o sztuce wojennej. Nie należy się więc dziwić, że od czasu do czasu Polska doświadcza jakichś strat albo nie korzysta ze stosownych okazji osłabienia swych wrogów”.

Elekcja i skąpstwo króla

Elekcja Jana Sobieskiego na króla w maju 1674 r. dała okazję Dupontowi do wystawienia jeszcze jednej laurki swemu ulubieńcowi. Zdaniem Francuza, nic innego, jak tylko zalety Sobieskiego dały mu koronę: „Rzeczpospolita potrzebowała nowego władcy i, wiedząc, co będzie dla niej korzystne, nie szukała po obcych dworach, mimo iż najsłynniejsi książęta zabiegali o koronę. Polacy dostrzegli w osobie Sobieskiego owo nagromadzenie zalet tak rzadkie u pojedynczego człowieka, które razem wzięte dają wielkiego króla. Został wybrany przy powszechnym aplauzie obywateli”. Oczywiście odłożenie koronacji o prawie dwa lata (do lutego 1676 r.) było zdaniem tegoż pamiętnikarza poświęceniem się Jana III dobru publicznemu zamiast własnemu.

Oczywiście opis ten miał niewiele wspólnego z rzeczywistością. Jakkolwiek entuzjazm szlachty dla zwycięzcy spod Chocimia był wiosną 1674 r. autentyczny, to bynajmniej nie tylko on wprowadził hetmana wielkiego koronnego na tron. Jan Sobieski umiejętnie rozegrał partię polityczną, wykorzystując m.in. swoje uprawnienia z tytułu jednoczesnego sprawowania urzędu marszałka wielkiego koronnego do sprowadzenia wojska w pobliże Warszawy i wywarcia presji na elektorów, co nie było do końca zgodne z duchem prawa. Podobnie odłożenie koronacji służyło przede wszystkim utrzymaniu przez króla-elekta swych wpływów w armii, której komendę musiałby oddać nowo mianowanemu hetmanowi wielkiemu koronnemu (nominacja musiała zaś nastąpić po koronacji króla-hetmana). Co ciekawe, mówi o tym wprost O`Connor, zaznaczając, iż szlachta zaakceptowała decyzję króla o odłożeniu koronacji dla zachowania uprawnień urzędu hetmańskiego.

Dużo bliższy prawdy w opisie okoliczności towarzyszących obiorowi Jana III jest zatem Giovanni Fagiuoli, który pisał o królu: „Jest on rodem z Rusi, a ponieważ Ruś stanowi część Rzeczypospolitej, obiór jego był przeciwny konstytucjom polskim, któremi obwarowano, aby królem był zawsze cudzoziemiec. Atoli on będąc hetmanem wielkim koronnym i rządcą samowładnym siły zbrojnej, toż opływając w grosiwo do którego ma niepospolity pociąg, mocą pierwszej i wpływem drugiego wcisnął sobie koronę na czoło”. W relacji Włocha znalazła się informacja o wykluczeniu przez prawo Polaka („Piasta”) spośród kandydatów do korony. Było to odbiciem postulatów litewskiego stronnictwa pacowskiego, zgłoszonych na sejmie konwokacyjnym w 1674 r. i wymierzonych milcząco właśnie w hetmana wielkiego koronnego, politycznego przeciwnika kanclerza wielkiego litewskiego Krzysztofa Zygmunta Paca i hetmana wielkiego litewskiego Michała Kazimierza Paca. Trzeba jednak podkreślić, iż postulatu tego nie zrealizowano wskutek oporu m.in. ówczesnego podkanclerzego koronnego Andrzeja Olszowskiego, broniącego dobrej pamięci zmarłego króla-Piasta Michała Korybuta Wiśniowieckiego. Pomimo częściowego sukcesu Litwinów na sejmie konwokacyjnym, sprawa ekskluzji Piasta upadła 30 kwietnia na sejmie elekcyjnym. Jan Sobieski kandydując do korony nie złamał zatem prawa.

Skoro jesteśmy już przy królu Michale, warto zaznaczyć, iż Philippe Dupont – nie bacząc na udział Jana Sobieskiego w planach detronizacji króla – zapisał na konto swego ulubieńca, iż w 1672 r. odstąpił on od zemsty na niewdzięcznym królu, który usiłował  go zabić (nawiązanie do planów konfederatów gołąbskich, zmierzających do osądzenia malkontentów, do których zaliczał się i hetman wielki koronny). Niewdzięczność królewska była zaś tym widoczniejsza, im bardziej podkreślał pamiętnikarz bezinteresowność hetmana, który rok wcześniej podejmując kampanię na Ukrainie „przepełniony miłością, jaką zawsze żywił dla ojczyzny, starał się uchronić ją przed przykrymi skutkami brutalnych planów kozackiego hetmana [Piotra Doroszenka]”.

Jedną z większych wad Jana III, widocznych zwłaszcza pod koniec życia, było skąpstwo. Bernard O`Connor wspomniał co prawda o hojności króla, ale odniósł ją do początków panowania, kiedy to elekt obiecał wystawić 1000 piechoty. Podsumowując jego rządy, nie wahał się pisać o Janie III jako o sknerze, który wolał gromadzić majątek, niż wydawać pieniądze na cele wojenne: „Wiadomo na pewno, że pokochał pieniądze. Sam słyszałem, jak Polacy mówili, że był najbardziej chciwym i najbogatszym księciem spośród wszystkich, którzy nimi rządzili. Wyliczyli, że każdego roku przez 22 lata rządów odkładał sto tysięcy funtów szterlingów, które powinien był przeznaczać na wydatki związane z prowadzeniem wojen, co czynili wszyscy jego poprzednicy. Co więcej, niektórzy szlachcice mówili mi, że gdyby jego syn Jakub został następcą, musiałby wydać większą część tego skarbu na spłatę ośmioletnich zobowiązań względem wojska”.

Wymieniał zatem Irlandczyk wielkie bogactwa króla, notując, iż miał on ponad 100 tys. funtów szterlingów rocznego dochodu, odkładanych w bankach Gdańska, Hamburga i Amsterdamu. Reszta wpływów była powierzona Żydom, bardzo licznym w Polsce, by obracali pieniędzmi króla. Jan III kupił wielkie posiadłości w Polsce, choć jest to sprzeczne z prawem (tu niewątpliwie nawiązanie do Wilanowa). Przewidywał też O`Connor, że jeśli młodzi Sobiescy: Jakub, Aleksander i Konstanty dobrze będą zarządzać majątkiem ojca, będą mieć każdy ponad 50 tys. funtów szterlingów rocznie.

O`Connorowi wtórował Giovanni Fagiuoli, który powołując się na opinię publiczną ocenił, iż król „nieźle naładował sobie mieszek”, a w jednym ze swych zamków „nachował do piętnastu milionów węgierskich dukatów w brzęczącej gotówce; inni mówią siedemnaście milionów oprócz huku klejnotów, co to je sobie zdobył między chocimskimi łupy albo zagarnął pod Wiedniem, kiedy z tężyną całego królestwa przybieżał w 1683 r. na odsiecz temu miastu oblężonemu od Turka”.

Kropkę nad „i” stawia M. de Mongrillon, który skąpstwu polskiego monarchy przypisuje kłopoty wojenne Rzeczypospolitej i nikłe wyniki walki z Osmanami. Co więcej, pisząc już w dniach bezkrólewia po śmierci Jana III, ocenił, iż ta sama wada przeszkodziła królowi zadbać o odpowiednie wychowanie swoich synów i utorowanie jednemu z nich drogi do tronu polskiego: „Władca ten posiadał wszelkie zadatki na największego króla świata, ale skąpstwo psuło mu wszystko i uniemożliwiało wykorzystanie swoich wielkich zalet. Odznaczał się wielkim umysłem, był bardzo miły, posiadał dużo wiedzy, stałości, delikatności, roztropności i skrytości. Nie będę mówił o jego znaczeniu, gdyż narobiło ono dość hałasu w całej Europie. Skąpstwo, które go opanowało, stało się hamulcem wszystkich jego poczynań. Jeśli, co szczególnie w ostatnich latach swojego życia, prowadził wojnę ślamazarnie lub nonszalancko, to dlatego, że energiczniejsza wojna wymagałaby większych wydatków. Skąpstwo i zobojętnienie przeszkadzało mu myśleć o zachowaniu korony w swojej rodzinie i zawsze powodowało zaniedbania w edukacji książąt, jego dzieci, w otoczeniu których nigdy nie było zdolnych ludzi”. Dalej też Francuz powtórzył swoje zdanie, iż gdyby nie skąpstwo i zobojętnienie króla, miałby on większy wpływ na przebieg wojny:„[Jan III] mógłby, gdyby zechciał, stać się arbitrem Europy w ostatniej wojnie, lecz skąpstwo i zobojętnienie ogarnęło go zbyt mocno”.

Jak widać, oceny cudzoziemców uzależnione są w dużym stopniu od niechętnej królowi propagandy opozycyjnej i pogłosek, przypisujących monarsze zobojętnienie na sprawy wojskowe. Tymczasem wiemy skądinąd, że do końca życia król interesował się wojną i stanem wojska oraz niejednokrotnie dokładał środków z własnej szkatuły na zaspokojenie najpilniejszych potrzeb armii. Niemniej jesteśmy też świadkami wciąż żywego przeświadczenia Polaków – bez wątpienia znużonych przeciągającą się wojną – iż obowiązkiem monarchy jest utrzymanie wojska. Myśl ta, która swego czasu legła u podstaw ruchu egzekucyjnego i pozwoliła na zorganizowanie wojska kwarcianego, w dobie Jana III była już całkowicie anachroniczna, a koszty utrzymania rozbudowanej armii musiało wziąć na siebie społeczeństwo. Wobec chronicznego niedochodzenia sejmów w drugiej połowie rządów Jana III nie można było zapewnić regularnego finansowania wojska, a zatem i uzyskać pozytywnych efektów w prowadzonej wojnie. Wygodniej wszakże było szlachcie obciążyć winą króla, niż przyznać się do odpowiedzialności za stan finansów państwa.

Co do oceny skąpstwa Jana III, to jest ona częściowo uzasadniona. Król pod koniec życia stał się rzeczywiście pazerny i gromadził bogactwa, które ostatecznie zamiast zapewnić sukcesję w rodzie Sobieskich, przyczyniły się do ich politycznej katastrofy (znany i gorszący spór Jakuba Sobieskiego z matką o schedę po Janie III).

Rysopis króla

Na zakończenie wypada nam pochylić się nad rysopisem monarchy, tak bardzo polskiego w swych obyczajach i stroju, i tym samym tak obcego przyzwyczajonym do mody francuskiej cudzoziemcom. Philippe Dupont kreśli jak zwykle pozytywny obraz króla: „Wielki ten władca miał twarz doskonale owalną, fizjonomię szlachetną i dumną, oczy tak żywe i płomienne, że trudno było wytrzymać ich spojrzenie. Nos miał rzymski, głos bardzo przyjemny. Pod koniec życia mocno utył, ale będąc ponadprzeciętnego wzrostu, miał wskutek tuszy tylko więcej majestatu w postawie, zwłaszcza gdy ubrany był po polsku”.

Podobnie wypowiada się o Janie III Giovanni Fagiuoli, który poznał króla, gdy ten przekroczył sześćdziesiąty rok życia: „jest wzrostu wyniosłego, cery białorumianej, barczystej postawy i tuszy znakomitej, chociaż wcale odpowiedniej jego wzrostowi; słowem jest ci nadobnym na wejrzenie i ma oczy nadzwyczaj żywe. Za młodu jeszcze, gdy dość długo przemieszkiwał we Francji, nazywano go tam powszechnie pięknym Polakiem”.

Widzimy zatem, że pamiętnikarze na ogół chwalą wzrost i królewską posturę Jana III, przy czym powiększająca się z każdym rokiem otyłość króla nie była dla nich niczym złym. Nie dziwi nas to, zważywszy na upodobania estetyczne epoki, słynącej z „Rubensowskich kształtów”. Może warte odnotowania jest, iż utrzymujący się w Polsce w XVIII w. sarmatyzm pozwolił Jędrzejowi Kitowiczowi na wystawienie podobnie pochlebnej opinii pod adresem otyłego Augusta III Wettyna. W tym samym czasie we Francji obżarstwo i idąca w ślad za nim otyłość Ludwika XVI będą już budziły zgorszenie otoczenia.

Ogólna ocena króla

W ogólnej ocenie władcy polskiego najwięcej superlatywów znajdziemy u Philippe`a Duponta. Spośród wielu generalnych pochwał pod adresem króla, rozproszonych po całym tekście Dupontowskich pamiętników, przytoczmy dla przykładu jedną: „Wszystko było wielkie w tym księciu, którego czyny wojenne zamierzam opisać. Był obdarzony bezprzykładną odwagą. Okazał się równie świetnym żołnierzem, co zręcznym wodzem, wszechstronnie wykształconym. O wszystkim wypowiadał się w sposób znakomity i z wiedzą. Oczarowywał każdego, kto miał okazję z nim rozmawiać”.

Podobną ocenę wystawił sarmackiemu królowi krytyczny skądinąd Fagiuoli, który pisząc z perspektywy trudnych lat końca XVII w., wyraził interesującą opinię na temat przemijania sławy królewskiej po odsieczy wiedeńskiej: „po której to chwalebnej wyprawie [1683] gdyby był zdołał zaraz umrzeć, byłby umarł najsławniejszym królem katolickim (czy też prawowiernym jak się on tytułuje) ze wszystkich jacy kiedykolwiek żyli i umierali w Europie”. Jak wiadomo, zdanie to podchwycił znany publicysta Paweł Jasienica, rozważając w tym kontekście hipotetyczne szanse elekcyjne Jakuba Sobieskiego i uniknięcie przez Rzeczpospolitą rządów nie lubianego przez niego Augusta II Mocnego.

Przyglądając się ogólnej ocenie życia i poczynań polskiego monarchy, wystawionej mu przez cudzoziemskich pamiętnikarzy, możemy zgodzić się, iż była ona pozytywna. Swoją rolę odegrała tu bez wątpienia sława zwycięstwa wiedeńskiego, która odbiła się w Europie szerszym echem, niż kładące się cieniem na ostatnich latach panowania kłopoty wewnętrzne i ataki opozycji. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że cudzoziemcy dostrzegali niewesoły schyłek rządów Jana III i potrafili go włączyć do swojej oceny władcy.

 

Obraz:  Bitwa pod Wiedniem po 1683 (ok. 1686?), mal. Franciscus Gonzales Casteels, Muzeum Zamek Królewski w Wilanowie

dr hab. Dariusz Milewski, adiunkt w Katedrze Historii Nowożytnej Instytutu Nauk Historycznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Zainteresowania badawcze: wojskowość staropolska, stosunki Rzeczypospolitej z Imperium Osmańskim i jego wasalami (Siedmiogród, hospodarstwa naddunajskie, Krym) oraz Kozaczyzną.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*