Choć propaganda była nieodłącznym elementem życia politycznego w Rzeczypospolitej II połowy XVII w., badacze nie poświęcali jej wiele miejsca, koncentrując się raczej na przebiegu sejmów, wojen lub królewskim mecenacie. Tymczasem – jak zauważył Wojciech Fijałkowski – Jan III Sobieski „rozwinął działalność propagandową na niespotykaną dotąd skalę”. Na jego poczynania w sferze polityki, sztuki i literatury żywo reagowała opozycja, która wykazywała się wyjątkową aktywnością, by nie powiedzieć – zaciekłością. W rezultacie propaganda obu obozów politycznych – dworu i malkontentów, zostawiła po sobie „przeliczalną, ale wciąż nieprzeliczoną” liczbę obiektów – grafik, obrazów, medali, a także pism – zarówno publicystycznych, jak i literackich. Chcąc jednak ocenić jej skuteczność i poziom, trzeba sięgnąć głębiej, analizując cele polityczne stronnictw, zastosowane przez nie metody propagandowe i wreszcie – osiągnięte efekty.

Cele polityczne regalistów i malkontentów

Jan III Sobieski, obejmując rządy w 1674 r. zastał państwo w złym stanie: pusty skarb, słaba armia, niesprawny sejm, skłócone elity polityczne i dodatkowo państwa obce ingerujące w wewnętrzne sprawy kraju. Z jego elekcją wiązano nadzieje na naprawę państwa i zapewnienie mu bezpieczeństwa, czyli na szybkie zakończenie walk z Turcją. Zdawało się, że Sobieski chce te oczekiwania spełnić – zaraz po traktacie żurawińskim (gdy na chwilę mógł przestać wojować) przystąpił do programu naprawy państwa, co znalazło odbicie w publicystyce politycznej zawierającej różne propozycje zmian. W latach 1676-1681 król ambitnie próbował przeprowadzić reformy wojskowo-skarbowe oraz ustrojowe (m.in. zwiększenie liczebności armii, stałe podatki na wojsko, ograniczenie liberum veto, wprowadzenie porządku obrad sejmowych).

Jednak po tym okresie, wobec zaciekłych ataków opozycji i niechętnej postawy szlachty, triumfator spod Wiednia zmienił strategię polityczną. Będąc u szczytu popularności, nie chciał już przekonywać do reform za pomocą pism politycznych, wystąpień na radach senatu i negocjacji z adwersarzami. W II połowie jego rządów: „Nie słowa i programy będą rozstrzygać, lecz czyny” – jak pisał Kazimierz Piwarski. Odtąd stronnictwo dworskie nie tylko zaostrzyło metody działania (posuwając się do przekupstwa, łudzenia wakansami i zastraszania polityków podczas obrad), ale także zmieniło program polityczny. „Piorun Wschodu” skoncentrował się na idei stworzenia dynastii Sobieskich, promując swoją rodzinę i królewicza Jakuba jako naturalnego kandydata do tronu. Jednym z narzędzi wiodących do tego celu była propaganda dynastyczna z oryginalnym programem ideowym. Nawiązywała ona do europejskiej ikonografii monarszej, ale wykorzystywała także elementy typowo polskie, sarmackie – bliskie szlachcie, która wybierała następcę podczas elekcji.

Działania monarchy – zarówno w pierwszej, jak i w drugiej połowie rządów spotykały się z dużym oporem opozycji, złożonej z najpotężniejszych magnatów, sprawujących wysokie urzędy oraz funkcje wojskowe. Byli wśród nich m.in. Pacowie, Sapiehowie, Lubomirscy i Potoccy, którzy starali się uniemożliwić dworowi realizację jego programu, ale nie proponowali w zamian żadnych rozwiązań. Wydaje się, że negacja była głównym i jedynym celem ich działań wymierzonych w króla-rodaka, wywodzącego się z ich środowiska. Świadczy o tym fakt, że nawet gdy Sobieski zmieniał opcję w polityce zagranicznej z francuskiej na austriacką lub z austriackiej na francuską, malkontenci czynili to samo, pozostając w kontrze do jego posunięć i planów.

Środki i metody propagandowe

Oba stronnictwa – regaliści i malkontenci próbowali przekonać szlachtę do wyżej opisanych celów na różne sposoby, co było konieczne w warunkach demokracji. Najlepszym momentem docierania do opinii publicznej była kampania sejmowa. Trzeba podkreślić, że w pierwszej fazie jej trwania dwór miał o wiele większe możliwości perswazyjne niż opozycja. Przede wszystkim tworzył wokół króla jeden ośrodek, który ekspediował do województw w tysiącach egzemplarzy pisma oficjalne – urzędowe takie, jak uniwersały, listy do szlachty, legacje królewskie. Następnie agitował przez posłów królewskich na sejmikach, a wreszcie przemycał treści propagandowe podczas sejmu – w różnego rodzaju mowach: od tronu, senatorskich, poselskich, a także na radach senatu. A zatem możliwości forsowania programu królewskiego było wiele, co dwór skwapliwie wykorzystywał.

W tym samym czasie po kraju krążyły pisma ulotne (czyli publicystyka polityczna), panegiryki sławiące triumfatora spod Chocimia i Wiednia oraz jego wizerunki malarskie, graficzne i medalierskie, utrwalające jego sławę w kraju i za granicą.

Niemałe znaczenie z propagandowego punktu widzenia miały też królewskie wjazdy do miast, tzw. entrady, spektakularne triumfy wojenne oraz uroczystości organizowane z okazji narodzin lub ślubów królewskich dzieci. Sztuka pozwalała Sobieskiemu na większą swobodę uprawiania polityki dynastycznej niż publicystyka o bieżącym charakterze. Dlatego propaganda wizualna stała się domeną dworu, który dbał o wysoki – europejski poziom jej realizacji, wzorując się na monarchach dziedzicznych, a zwłaszcza na Ludwiku XIV. Warto podkreślić, że na tym polu król nie był narażony na natychmiastową konfrontację z opozycyjnymi magnatami. Potężni przeciwnicy Sobieskiego starali się raczej go naśladować, zamawiając malarskie i graficzne portrety, organizując paradne wjazdy do miast, a nawet bijąc własną monetę.

Oprócz tego opozycja, aktywna zwłaszcza w Małopolsce, Wielkopolsce i na Litwie nie mając możliwości przemycania treści propagandowych w  pismach urzędowych, oddziaływała na opinię szlachecką poprzez listy magnatów na sejmiki, agitację żywym słowem podczas sejmików, mowy na sejmie oraz paszkwile, rozrzucane w licznych kopiach po kraju. W efekcie domeną malkontentów stała się anonimowa publicystyka, czyli tendencyjne relacje z obrad sejmowych, fingowana korespondencja między liczącymi się politykami i rzekome manifesty szlachty. Pisma te cieszyły się dużą popularnością– podawane z rak do rąk, krążące w odpisach, były pożądaną lekturą szlachty zaangażowanej w życie polityczne kraju. Dzięki nim opozycjoniści mogli bezkarnie kreować negatywny wizerunek Jana III, podważając jego autorytet w społeczeństwie. Nie mogli z kolei zorganizować kampanii wizerunkowej na wzór Sobieskiego, gdyż każdy z magnatów promował siebie i swój ród na własny użytek, działając w tym zakresie na znacznie mniejszą skalę. Ponadto sława Jana III w Europie sprawiała, że wielu artystów i rzemieślników tworzyło jego wizerunki z własnej inicjatywy, licząc na zarobek.

Efekty

Mogłoby się zatem wydawać, że Jan III jako głowa państwa i mecenas sztuk miał o wiele większe i bardziej zróżnicowane możliwości perswazyjne, a propaganda regalistyczna spełniała wszelkie warunki, aby stać się skutecznym narzędziem politycznym. Była bowiem aktualna (szybko reagowała na wydarzenia), permanentna (kampanie sejmowe trwały ponad pół roku i stale się wydłużały), atrakcyjna (oddziaływała również poprzez sztukę, literaturę, teatr i muzykę), a ponadto angażowała emocjonalnie (wzbudzając zachwyt wspaniałymi realizacjami malarskimi czy architektonicznymi). Mimo to Sobieski nie zrealizował głównego celu politycznego, czyli nie zapewnił tronu pierworodnemu synowi. Dlaczego więc propaganda regalistów okazała się nieskuteczna? Czy większą moc oddziaływania miały paszkwile opozycji oczerniające władcę?

Przede wszystkim nie wolno zapominać, że propaganda nie jest tak potężna, jak sądzili niektórzy badacze pozostający pod wrażeniem trudnych doświadczeń XX w. – to jedynie narzędzie służące do realizacji polityki. A zatem nie tylko w niej należy upatrywać przyczyn niepowodzeń monarchy, który oprócz opozycji w kraju musiał mierzyć się z państwami obcymi, silnie ingerującymi w politykę wewnętrzną Rzeczypospolitej (choćby za pomocą twardego argumentu w postaci pieniądza).

Być może jednak metody propagandowe, które stosowali regaliści zostały źle dopasowane do odbiorcy, czyli szlachty? Niewątpliwie król częściej pozostawał w defensywie, unikając wdawania się w konflikty uwłaczające Majestatowi. Pism politycznych autorstwa regalistów było mniej i utrzymane były w mniej agresywnym tonie tzn. ich autorzy rzadziej posuwali się do kalumnii, inwektyw i pomówień. Owszem, dwór nie cofał się przed manipulowaniem faktami, ale w przeciwieństwie do malkontentów częściej ukrywał kwestie pozostające z nimi w jawnej sprzeczności, niż im zaprzeczał,. Zdarzało się też, że monarcha posuwał się do demonstracji (m.in. do publicznego spalenia jednego z pism w 1688 r.), ale generalnie był „mniej głośny” niż opozycja. Możliwe, że szlachta nie do końca wierzyła królowi, gdy jako głowa państwa wysuwał hasła obrony złotej wolności, dając raczej posłuch malkontentom, którzy od dłuższego czasu straszyli ją wizją absolutum dominium (wszak strach jest jednym ze skuteczniejszych narzędzi propagandowych stosowanych po dziś dzień).

Oprócz tego, gdyby wniknąć w szczegóły, można dostrzec pewne niedomagania w funkcjonowaniu i organizacji propagandy dworskiej. Choć wspomniałam wyżej o tysiącach pism urzędowych kierowanych do województw, wysyłka nie zawsze przebiegała sprawnie, gdyż praca królewskiej kancelarii pozostawiała wiele do życzenia. Pomiędzy sekretarzami, a także niższymi urzędnikami często dochodziło do konfliktów. Przede wszystkim jednak kanclerze nie rezydowali na stałe u boku króla, skąd wynikały nierzadkie kłopoty z pieczęcią kanclerską (np. nie można było jej znaleźć lub trzeba było po nią jechać do oddalonej posiadłości kanclerza).

Ponadto trzeba zaznaczyć, że propagandowy charakter pism oficjalnych – uniwersałów i legacji, był znacznie słabszy niż pism ulotnych. Były to pisma konwencjonalne, ograniczone określonymi formułami kancelaryjnymi, które – w przeciwieństwie do niekontrolowanej i anonimowej publicystyki – nie dawały swobody w formułowaniu odważnych opinii.

Propaganda staropolska nie była też zinstytucjonalizowana np. na wzór francuskiej, gdzie istniał system oficjalnych instytucji, czyli lesacadémies: malarstwa i rzeźby, nauk, architektury, muzyki, tańca, które powstały w Paryżu, a na ich wzór tworzono podobne instytucje na prowincji. Poza dworem – pełniącym przecież różne funkcje – nie istniał ośrodek koordynujący działania propagandowe władcy, który często był w podróży. Sobieski dużo czasu spędzał w swoich posiadłościach na Rusi, zjeżdżając do Warszawy na sejmy (niechętnie!). Zamek Królewski nie był więc centrum politycznym z prawdziwego zdarzenia. Jan III to raczej średniowieczny rex ambulans niż nowożytny władca, który rządzi z jednego ośrodka władzy, przyciągającego swym splendorem elity. Na dworze króla Sarmaty nie było wiele oddanych mu osób, a inne – chwilowo skuszone wakansami – przechodziły na stronę przeciwnika. Sobieski nie miał więc wielu zaufanych współpracowników, którzy opracowywaliby z nim długofalową strategię propagandową (poza referendarzem koronnym Stanisławem Szczuką, podskarbim wielkim koronnym Markiem Matczyńskim i kasztelanem sandomierskim Stefanem Bidzińskim). Tymczasem jego przeciwnicy rośli w siłę i działali w kilku ośrodkach, produkując kolejne paszkwile, zalewające kraj i wywołujące konflikty w narodzie. Były wśród nich takie persony, jak hetman wielki litewski Jan Kazimierz Sapieha, jego brat – podskarbi litewski Benedykt Sapieha, marszałek wielki koronny Stanisław Herakliusz Lubomirski, kanclerz wielki koronny Jan Wielopolski czy hetman wielki koronny Stanisław Jabłonowski.

Podobnie rzecz się miała z królewskim mecenatem–nie istniał ośrodek zatrudniający artystów, pisarzy i muzyków, którzy konsekwentnie promowaliby dynastię Sobieskich. Król próbował wprawdzie powołać szkołę malarską w Wilanowie, ale bez powodzenia – wysłał jedynie malarzy Jerzego Eleutera Szymonowicza-Siemiginowskiego i Jana Reisnera na stypendia do Rzymu.

Nie można jednak zapominać, że w Rzeczypospolitej szlacheckiej król jako primus inter pares nie mógł prowadzić propagandy na wzór władców absolutnych. Choć w Europie był sławnym zwycięzcą spod Wiednia, w kraju na pewne formy ostentacji władzy nie mógł sobie pozwolić. Nie odważył się, na przykład, na wzniesienie swojego pomnika konnego w miejscu publicznym, gdyż spotkałoby się to z protestem szlachty. Nawet jeśli występował jako antyczny triumfator na koniu w grafikach i przedstawieniach malarskich, działo się to zazwyczaj na tle bitwy, która tę formułę uzasadniała. Dlatego w przypadku Jana III Sobieskiego nie można mówić o intensywnym procesie „fabrykacji” władcy, o którym pisał Peter Burke w odniesieniu do Ludwika XIV.

Warto także zwrócić uwagę na brak zdecydowania króla jako propagandysty, czyli w gruncie rzeczy – polityka. O ile opozycja była w swojej propagandzie nienawiści do Sobieskiego stała, o tyle król był pełen wahań i rozterek. Na przykład w 1695 r. dwór rękami biskupa wileńskiego Konstantego K. Brzostowskiego rozpętał wielką aferę przeciw hetmanowi K. Sapieże, zdobywając poparcie gnębionej szlachty, ale wycofał się z planów sejmu konnego. Choć akcja propagandowa regalistów trafiła na podatny grunt, schorowany i rozczarowany król zmarnował okazję do ostatecznego rozprawienia się z wrogami. Czynił tak zresztą nie po raz pierwszy. W 1688 i w 1689 stronnictwo dworskie było o krok od zwołania sejmu konnego pod hasłem ukarania opozycji spiskującej z obcymi państwami w sprawie kandydatów do tronu Rzeczypospolitej. Sobieski się wycofał, choć pod hasłem obrony wolnej elekcji udało mu się zmobilizować olbrzymią większość szlachty. Wydaje się, że przyczyna „zmarnowania” propagandowych wysiłków własnego obozu była głębsza i świadczyła o ideowości Jana III, który wywodził się ze szlachty, a nie królewskiego rodu. Jego plany – na co zwracał uwagę biograf króla Z. Wójcik – były w istocie rzeczy niezgodne ze szlachecką ideologią, gdyż wprowadzenie Jakuba na tron zaprzeczało, pielęgnowanej przez naród, zasadzie wolnej elekcji.

A zatem o wiele ważniejsza od kwestii organizacji i instytucjonalizacji propagandy była rozbieżność celów polityki królewskiej z celami szlachty. Jan III nie mógł otwarcie forsować programu reform wzmacniającego władzę czy polityki dynastycznej, nie występując przeciw powszechnym poglądom i postawom. Miał tego świadomość, gdyż sprawy trudne do zaakceptowania na forum sejmu wprowadzał stopniowo i niezwykle ostrożnie. Propaganda, która nie padała na podatny grunt nie miała szans na realizację- musiało być na nią społeczne zapotrzebowanie. Tymczasem ani szlachta, ani magnateria tak naprawdę nie chciały żadnych zmian – ani reform gruntownie usprawniających sejm, ani wzmacniających władzę królewską. Specyfika ustrojowa Rzeczypospolitej, czyli monarchia mixta zakładała równowagę trzech stanów. Już za rządów Wazów nastąpiło utrwalenie tego systemu, a za Sobieskiego wyraźne były symptomy – jak to określiła Stefania Ochmann–jego dewiacji. W efekcie system trwał w „złej równowadze”, uniemożliwiając jakiekolwiek zmiany –zarówno w stronę monarchii parlamentarnej, jak i dziedzicznej. Pomiędzy szlachtą a królem stali potężni magnaci, którzy nie chcieli dopuścić do przewagi żadnej ze stron, utrzymując istniejące status quo. Silna monarchia nie leżała ani w ich interesie, ani w interesie szlachty, dla której byłby to regres ustrojowy.

Ponadto szlachta nie była przygotowana mentalnie na zmiany- nawet jeśli dopuszczała do siebie myśl o reformie, postrzegała ją jako powrót do dawnych praw i obyczajów. Była przywiązana do liberum veto, zgadzając się jedynie na proceduralne rozwiązania takie, jak prawo o przysiędze marszałka poselskiego, regulamin obrad sejmowych czy procedura oddawania konstytucji do druku. Zmian tych nie chciała także magnateria, która bała się o pozycję senatu, zagrożonego przez izbę poselską. W gruncie rzeczy reform domagali się jedynie regaliści, ale – jak zauważył Robert Kołodziej – proponowane przez nich programy były nieśmiałe i ograniczone, nie znajdując odbicia w poważnej literaturze politycznej. Można więc zadać sobie pytanie czy propaganda mogła pomóc w ich promowaniu? Czy statyści skupieni wokół monarchy za mało dbali o przekonywanie szlachty do reform, skupiając się – zwłaszcza po 1683 r. – na propagandzie dynastycznej?

W świetle powyższych rozważań wydaje się, że zarówno propaganda forsująca reformy, jak i politykę dynastyczną nie miała szans powodzenia. Tym bardziej, że jak wynika z ostatniej pracy R. Kołodzieja prace sejmu były fatalnie zorganizowane–brak regulaminu obrad, spóźnianie się i pijaństwo posłów, przeszkadzający arbitrzy, tamowanie obrad, coraz częstsze omawianie na forum sejmu prywatnych spraw skłóconych magnatów, rozrost ceremoniału sejmowego i wreszcie nieustająca walka fakcji. Czy w takich warunkach przy połowie zerwanych sejmów były jakiekolwiek szanse na przeprowadzenie reform państwa? Oczywiście, były to procesy, które przybierały na sile z czasem. W pierwszej połowie rządów Jana III na 6 sejmów zerwano jeden, a w drugiej odwrotnie – na 6 tylko jeden nie został zerwany. Jednak nawet w pierwszych latach rządów, mimo ogromnych nadziei szlachty związanych z „królem-rodakiem” nie udało się przeprowadzić reform. Nie ma wątpliwości, że po 1683 r. politykę zniechęconego monarchy zdominowały plany dynastyczne, ale czy gdyby się z nich wycofał, udałoby mu się naprawić państwo chylące się ku upadkowi? Jednym słowem czy gdyby Sobieski nie forsował polityki dynastycznej, sejm w spokoju obradowałby nad reformami? Podczas kampanii sejmowej 1692/93 r., po kolejnej nieudanej wyprawie mołdawskiej, Jan III usiłował zawrzeć odrębny pokój z Turcją. Akcja propagandowa dworu była konsekwentna i dobrze przemyślana  – najważniejsze jednak, że całkowicie pominięto wątki dynastyczne. Mimo to szlachta nie poparła królewskich planów, bojąc się izolacji na arenie międzynarodowej. Jeśli więc cele dworu i szlachty były zasadniczo różne, monarsze nie udawało się przekonać opinii szlacheckiej, nawet jeśli unikał kwestii zapalnych. Można więc przypuszczać, że póki szlachta nie zrozumiałaby konieczności głębokich reform, dwór nie odniósłby sukcesu na tym polu.

Na zakończenie warto odpowiedzieć sobie na pytanie czy propaganda Sobieskiego i jego oponentów była zgoda z racją stanu? Trzeba przede wszystkim podkreślić, że mimo negatywnych skojarzeń (zwłaszcza po doświadczeniach totalitaryzmów) propaganda sama w sobie nie jest ani dobra ani zła – wszystko zależy jakim celom służy. Czy zatem malkontenci negujący wszelkie plany króla – zarówno reformatorskie, jak i dynastyczne działali na rzecz  interesu Rzeczypospolitej? W pierwszym przypadku odpowiedź jest, oczywiście, negatywna, ale w drugim łączy się z kolejnymi pytaniami: czy propaganda dynastyczna uprawiana przez Sobieskiego służyła wyłącznie jego prywatnym interesom? I czy zawsze uzasadnione jest stawianie interesu państwowego i dynastycznego w opozycji? Za rządów Jana III Sobieskiego bywało różnie – polityka dynastyczna szła w parze z interesem państwa lub wręcz przeciwnie: była mu podporządkowana. Nie można jednak się dziwić, że Sobieski w ogóle ją prowadził, bo jak twierdził Antoni Mączak w pracy dotyczącej dynastii europejskich: „Zapewnienie rodowi ciągłości jest odruchem równie podstawowym u króla, jak u zwierzęcia czy ptaka – tyle, że ma dodatkowy aspekt polityczny”.

Tymczasem opinia szlachecka pojmowała politykę dynastyczną jako zamach na szlacheckie wolności, zagrożenie przez absolutum dominium i forsowanie interesu domu Sobieskich (a więc zgodnie z propagandą opozycji). Z dzisiejszej perspektywy – znając bieg wypadków – można nawet spojrzeć na politykę dynastyczną jako na ratunek dla upadającego państwa. Powołam się ponownie na słowa A. Mączaka, który uważał, że w państwach nowożytnych rola ciągłości władzy na szczycie była ogromna, a tymczasem w Rzeczypospolitej zmiany na tronie doprowadzały do wielkich spięć politycznych. Naprawić ów „grzech elekcyjności” usiłowali twórcy Konstytucji 3 Maja, przekształcając Rzeczpospolitą w monarchię dziedziczną i spełniając tym samym skrywane marzenie zwycięzcy spod Wiednia.

Wybrana bibliografia

  1. U. Augustyniak, Wazowie i „królowie rodacy”. Studium władzy królewskiej w Rzeczpospolitej XVII wieku, Warszawa 1999
  2. P. Burke, Fabrykacja Ludwika XIV, Warszawa 2011
  3. Dynastie Europy, red. A. Mączak, Wrocław 2009
  4. W. Fijałkowski, Chwała i sława króla Jana, w: Chwała i sława Jana III w sztuce i literaturze XVII–XX wieku. Katalog wystawy jubileuszowej z okazji 300-lecia odsieczy wiedeńskiej IX–XII 1983, red. W. Fijałkowski, K. Mieleszko, Warszawa 1983, s. 7-50,
  5. O. Forst de Battaglia, Jan Sobieski, król Polski, oprac. i wstęp Z. Wójcik, Warszawa 1983
  6. R. Kołodziej, „Ostatni wolności naszej klejnot”. Sejm Rzeczypospolitej za panowania Jana III Sobieskiego, Poznań 2014
  7. K. Matwijowski, Pierwsze sejmy za czasów Jana III Sobieskiego, Wrocław 1976
  8. S. Ochmann, Rzeczpospolita jako „monarchia mixta” – dylematy władzy i wolności, w: Kultura, polityka i dyplomacja. Studia ofiarowane Profesorowi Jaremie Maciszewskiemu w sześćdziesiątą rocznicę Jego urodzin, Warszawa 1990, s. 264-278
  9. K. Piwarski, Między Francją a Austrią. Z dziejów polityki Jana III Sobieskiego w latach 1687–1690, Kraków 1933
  10. Z. Wójcik, Jan Sobieski 1629–1696, Warszawa 1983

 

Obraz: Portret Jana III z rodziną, po 1693, malarz nieustalony. Ze zbiorów Muzeum Zamku Królewskiego w Wilanowie

dr Anna Czarniecka; absolwentka Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego, w latach 2012-2015 kierownik Ośrodka Badań Historycznych w Zamku Królewskim w Warszawie, obecnie zastępca dyrektora Narodowego Instytutu Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów. Zainteresowania badawcze: historia kultury nowożytnej, propaganda polityczna oraz kobiety w polityce w XVII wieku.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*