Bitwa pod Wiedniem, mal. po 1683 (ok. 1686?), mal. Franciscus Gonzales Casteels. Ze zbiorów Muzeum w Wilanowie. 

Politykę dworu polskiego wobec Brandenburgii-Prus w latach 1657-1673 (a więc przed Sobieskim) należy ocenić bardzo krytycznie. Była ona chaotyczna, niedołężna i niekonsekwentna. Brandenburską racją stanu było utrzymanie anarchii polskiej i słabej władzy królewskiej nad Wisłą poprzez podsycanie opozycji. Podobnymi wytycznymi powinni kierować się polscy monarchowie – popierać konsekwentnie stany Prus Książęcych i lenna lęborsko-bytowskiego przeciwko absolutystycznym dążeniom Hohenzollerna oraz wyzyskiwać propagandowo niechęć mas szlacheckich do zaprowadzanego przez Fryderyka Wilhelma absolutystycznego systemu rządów. Tymczasem wraz ze wzrostem wpływów Ludwiki Marii utrwalił się nad Wisłą strach przed francuskim absolutyzmem. Fryderyk Wilhelm zaś wyrósł na obrońcę „złotej wolności” szlacheckiej i gwaranta swobód polskich.

Zwalczany przez stronnictwo profrancuskie król Michał Korybut Wiśniowiecki miał jednak szansę na zmianę tego stanu rzeczy. Najlepsza okazja nadarzyła się wiosną 1670 r., gdy szlachta wielkopolska wykryła związki Fryderyka Wilhelma z opozycją magnacką. Nadesłane do Wielkopolski przez biskupa chełmskiego Krzysztofa Żegockiego wieści o spisku przeciwko królowi Michałowi przygotowywanym przez sympatyków Francji w porozumieniu z elektorem i przy pomocy jego wojsk wzburzyły masy szlacheckie zgromadzone 20 maja 1670 r. na sejmiku relacyjnym w Środzie. Za koronny dowód knowań uznano szyfrowany list Jana Andrzeja Morsztyna do kasztelana poznańskiego Krzysztofa Grzymułtowskiego, o którym wiedziano, że jest przyjacielem kurfirsta. Rozwścieczona szlachta ciężko poraniła Grzymułtowskiego a następnie zadeklarowała gotowość czynnej obrony tronu. Tymczasem król polski nie potrafił nagłośnić tego incydentu. Miał także swój udział w tym, że Morsztyn i Grzymułtowski uniknęli surowej kary (Jan Sobieski udzielił Grzymułtowskiemu azylu na Ukrainie).

Trudno usprawiedliwić chwiejną politykę polskiego dworu wobec Brandenburgii-Prus zaangażowaniem militarnym na wschodnich rubieżach Rzeczypospolitej, intrygami obcych państw oraz pogłębiającą się anarchią magnacką, Z poważnymi kłopotami musiał borykać się także Fryderyk Wilhelm, który angażował swe siły nad Renem oraz w tłumienie oporu stanów w rozrzuconych od granic Holandii i Renu aż po Niemen prowincjach monarchii Hohenzollernów. Ludwika Maria i Jan Kazimierz zdawali sobie sprawę z atutu, jaki stanowiła aktywność polska na odcinku Prus Książęcych. Zdobyta dzięki podjęciu sprawy stanów pruskich przewaga w kontaktach z elektorem została jednak zaprzepaszczona w niuansach polityki dynastycznej. W Bydgoszczy w 1657r. za wątpliwą pomoc w staraniach o elekcję vivente rege dano elektorowi w zastaw Drahim, Elbląg oraz lenno lęborsko-bytowskie. Następnie w 1662 r. zrezygnowano z poparcia stanów pruskich, które wcześniej wspierano. Na koniec (tego nie da się inaczej nazwać inaczej jak zdradą stanu) Jan Kazimierz na krótko przed abdykacją (16 IX 1668r.) zgodził się na zajęcie Drahimia przez wojska elektora – zabór z 7 IX 1668 r.)

Podobnie czynił Michał Korybut, który popierał postulaty stanów pruskich i udzielał protekcji pułkownikowi Krystianowi Kalksteinowi a potem nie wykorzystał powszechnego oburzenia wywołanego porwaniem z Warszawy w listopadzie 1670 r. Krystiana Ludwika Kalksteina. Słabości poczynań władców potężnego wciąż państwa polsko-litewskiego towarzyszyły niefortunne misje dyplomatyczne do Hohenzollerna. Uniemożliwiły one rewizję postanowień welawsko-bydgoskich. Np. na rozmowy poprzedzające homagium eventuale przy hołdzie składanym przez stany pruskie Hohenzollernowi w 1663 r. desygnowano jurgieltnika brandenburskiego Jana Leszczyńskiego. Później wysyłano ludzi mocno powiązanych z Hohenzollernem, na przykład Bogusława Radziwiłła w 1668/69, podkoniuszego litewskiego Szczęsnego Morsztyna, byłego rezydenta B. Radziwiłła przy dworze królewskim w Warszawie (poseł do Królewca i Berlina w 1670 r. i do Berlina w 1673 r.). Pozwala nam to na stwierdzenie, że słabe działanie dyplomacji Rzeczypospolitej na odcinku zachodnim wiązało się z brakiem długoplanowej polityki państwa polsko-litewskiego wobec Hohenzollerna oraz krótkowzrocznością i egoizmem ówczesnych elit politycznych.

Niepowodzenia Jana Kazimierza i Michała Korybuta postawiły ich następcę – Jana III Sobieskiego w bardzo trudnej sytuacji. Bez powstrzymania rozkładu ustroju prawno-politycznego Rzeczypospolitej i destrukcyjnej działalności koterii magnackich nie można było myśleć o skutecznej polityce zagranicznej. Najlepszy czas na dokonanie niezbędnych reform został zmarnowany. Od najazdu szwedzkiego, który zachwiał na krótko wiarą szlachty w doskonałość ustroju minęło już kilkanaście lat. Trudno było także liczyć na pomoc sąsiadujących z Polską państw niemieckich, Austrii i Brandenburgii-Prus, gdyż zarówno cesarz jak i elektor byli zainteresowani utrzymaniem Rzeczypospolitej w stanie słabości. Z kolei postawienie na współpracę z Francją wywołałoby reakcję nie tylko rodzimej opozycji, ale również przeciwdziałanie Berlina i Wiednia. Elektor dążył do zachowania świeżo wywalczonej suwerenności w Prusach Książęcych, a co za tym idzie sparaliżowania wszelkich poczynań ze strony polskiej w sprawie rewizji traktatów welawsko-bydgoskich z 1657 r. Obwołanie królem Polski Jana III Sobieskiego przywódcy stronnictwa francuskiego 21 V 1674 r. zaniepokoiło elektora. Zachował on poprawne stosunki z Polską, ale były to tylko pozory. Zapisy w paktach konwentach – pretensje do elektora za łamanie praw i przywilejów szlachty lęborsko-bytowskiej i Kościoła katolickiego przyczyniły się do odłożenia renowacji lenna lęborsko-bytowskiego i potwierdzenia traktatów z 1657 r. Elektor zerwał z Francją i 1 lipca 1674 r. związał się sojuszem z cesarzem, Hiszpanią i Holandią. Udział w wojnie przeciw Francji w Alzacji naraził go na dywersję. W grudniu 1674 r. nastąpił atak Szwedów na Marchię Brandenburską. W tych warunkach Jan III zawarł traktat w Jaworowie z Francją 11 VI 1675r. uzyskując od Ludwika XIV pomoc w zdobyciu Prus Książęcych i obietnicę wsparcia finansowego. 17 X 1676 r. Sobieski zawarł rozejm z Turcją (po kampanii i obronie obozu pod Żurawnem). Jeden z punktów układu z Turcją zapewniał Janowi III posiłki tureckie i tatarskie przeciwko wrogom Królestwa Polskiego – w domyśle Zbigniewa Wójcika chodziło o Brandenburgię). 4 VIII 1677 r. podpisano przymierze polsko-szwedzkie w Gdańsku. Podczas sejmu 17 maja 1677 r. Jan III potwierdził jednak traktaty welawsko-bydgoskie i dokonał renowacji lenna lęborsko-bytowskiego. Stało się tak mimo życzliwości Szwecji oraz kilkutysięcznego korpusu, ulokowanego w Gniewie, Malborku i Pucku, który stał bezczynnie, Potem nastąpiły sukcesy elektora, we wrześniu 1678 r. zdobywa Rugię, w październiku Stralsund, w listopadzie Greifswald. Atak dywersyjny Szwedów w styczniu i lutym 1679 r. na Prusy Książęce przyniósł im niepowodzenie.

Jan III nie zdołał wykorzystać dogodnego momentu do rozprawy z elektorem i na sejmie grodzieńskim 1678/79 nie tylko zrezygnował ze swych planów bałtyckich, ale powrócił na stare szlaki polityki prohabsburskiej i antytureckiej. Trudno dopatrzeć się konkretnych korzyści wyniesionych przez Jana III z jego polityki bałtyckiej. Nie zdołał bowiem zdobyć dla Rzeczypospolitej czy dla swego najstarszego syna Jakuba Prus Książęcych. Król musiał liczyć się z gwałtownie rosnącą przeciwko niemu opozycją w kraju. Przeszkody te nie mogą jednak w pełni uwolnić Sobieskiego od zarzutu, że nie wykorzystał on wszystkich możliwości, jakie się przytrafiły. Nie uzyskał zwrotu Drahimia, Lęborka czy Bytowa za cenę powstrzymania się od kroków wrogich względem Brandenburgii, choć propozycje w tej sprawie otrzymywał od dworu berlińskiego kilkakrotnie. Nie przystąpił wprawdzie Jan III do wojny przeciwko elektorowi, ale zmusił go do ustawicznej czujności na wschodzie i trzymania armii na Pomorzu lub w Prusach Książęcych. Konsekwencją absencji sił elektorskich w walkach nad Renem było opuszczenie Hohenzollerna w decydującej fazie wojny przez cesarza i Holandię. Jan III swą polityką w latach 1675-79 przyczynił się walnie do pozbawienia Fryderyka Wilhelma owoców jego zwycięstwa nad Szwecją i odsunięcia Hohenzollernów jeszcze na pół wieku od ujścia Odry. Z tego faktu mogli być zadowoleni przede wszystkim król Szwecji Karol XI i cesarz Leopold I.

Sejm grodzieński zakończony 4 kwietnia 1679 r. stanowił punkt zwrotny w polityce zagranicznej Rzeczypospolitej. Przekreślił ostatecznie plan zdobycia Prus Książęcych, zapoczątkował rozluźnienie związków łączących dwór polski z francuskim, powrót do polityki antytureckiej oraz zbliżenie z Austrią. Z kolei rozczarowany do Habsburgów elektor nabrał przekonania, że tylko Francja może dać gwarancję bezpieczeństwa wobec sąsiadów, a także udzielić mu pomocy w sprawach niemieckich i polskich. Po pokoju z 29 czerwca 1679 r. w Saint-Germain, zawarł tamże 25 października 1679 r. traktat ścisłego przymierza z Ludwikiem XIV. Król słońce miał pomóc elektorowi w sprawie Elbląga, obydwa państwa deklarowały współdziałanie podczas elekcji w Polsce, ale też i w Rzeszy-elektor miał oddać głos przeciw Habsburgowi (na króla Francji lub delfina). Zmiany na europejskiej scenie politycznej miały zaważyć silnie na dalszych stosunkach polsko-brandenburskich Reorientacja polityki zagranicznej nie przyniosła żadnych korzyści Janowi III, który zaczął powoli tracić grunt pod nogami na arenie międzynarodowej oraz zmobilizował przeciwko sobie pokaźną opozycję magnacką w Polsce. Solidarne współdziałanie francusko-brandenburskie w sojuszu z frondującą częścią opozycji magnackiej umożliwiło małżeństwo Ludwiki Karoliny Radziwiłłówny (dziedziczka ks. słuckiego i kopylskiego, Taurogów, Birż, Kiejdan, Newla, Orli, Zabłudowa) z Ludwikiem Hohenzollernem 7 stycznia 1681 r.

Następnie dzięki temu współdziałaniu nastąpiło zerwanie sejmu w 1681 r. przez ludzi Paców i Grzymułtowskiego, wskutek czego nie doszło do zawarcia sojuszu Jana III z Austrią, który miał otworzyć drogę do generalnej rozprawy z Turcją i zrealizowania przy pomocy Habsburgów planów dynastycznych polskiej pary królewskiej. Sprawa sejmu 1683 r. też zasługuje na rozpatrzenie na szerokim tle wydarzeń międzynarodowych. Elektor przyzwalał na politykę reunionów Ludwika XIV (1681r. – zajęcie Strasburga i Casale) liczył jednak na przejęcie miejsca po Szwecji obok Francji. Dążył do zawarcia nowego układu z Ludwikiem XIV zakładającego wciągnięcie do wojny przeciw Szwecji Danii, a w dalszej konsekwencji rozbioru posiadłości szwedzkich w Niemczech (dla Brandenburgii – Szczecin, Rugia, Wolin, Stralsund, dla Danii – Brema, Wismar). Francja nie przywalała jednak na tak daleko idące plany. W rezultacie na sejmie 1683 r. Jan III podpisał przymierze antytureckie z cesarzem. Odbyło sie to przy biernej postawie dyplomacji brandenburskiej. Jan III zapłacił za przymierze z cesarzem Leopoldem I wysoką cenę – nie wykorzystał oburzenia szlachty spowodowanego małżeństwem margrabiego Ludwika z jedyną córką Bogusława Radziwiłła i zgodził się na to, aby najbliższa rodzina elektora rozporządzała ogromnymi dobrami ziemskimi na Litwie (tajny traktat Jan III-elektor Fryderyk Wilhelm z 14 V 1683r., Jan III dostał 40 tys. talarów jako umowne odszkodowanie za dobra radziwiłłowskie). W ten sposób Hohenzollernowie uzyskali większe wpływy w Rzeczypospolitej dzięki czemu jeszcze bardziej mogli szkodzić Janowi III i wysuwanej przez niego kandydaturze królewicza Jakuba. Takie rozstrzygnięcia umożliwiły elektorowi podbicie ceny za świadczone Francji usługi. Jan Jerzy II ks. Anhaltu wdał się w rozmowy z cesarzem i w zamian za 12 tys. żołnierzy brandenburskich wytargował 300 tys. talarów rocznego subsydium u Leopolda I. Wycofał się z tego zawierając nowy traktat z Francją (25 X 1683) – podwyższający subsydia płacone Brandenburgii przez Wersal do 500 tys. liwrów rocznie. Ukoronowaniem tej polityki była absencja elektora pod Wiedniem (był tam władca Badenii, ks. Lotaryngii, elektorowie Saksonii i Bawarii).

Związek Polski z Austrią, zacieśniony w 1684 r. więzami Ligi Świętej i zerwaniem stosunków dyplomatycznych z Francją nie przyniósł Sobieskiemu spodziewanych korzyści. Habsburgowie nie chcieli bowiem popierać planów dynastycznych Jana III, ani dzielić się z nim ziemiami zdobytymi na Turkach. Rozczarowany do cesarza władca polski próbował odzyskać swobodę ruchów i rozpoczął zabiegi o odnowienie przyjaźni z Francją (poselstwo kanclerza koronnego Jana Wielopolskiego do Francji w październiku 1685 r.) Wizyta Wielopolskiego i zmiana koncepcji Sobieskiego zbiegła się w czasie jesienią 1685 r. z reorientacją polityki brandenburskiej. Nastąpiło to wskutek prześladowań hugenotów we Francji, którzy byli wspierani przez Brandenburgię. 25 XII 1685 w Berlinie został zawarty układ z cesarzem w sprawie pomocy wojskowej przeciw Turcji (elektor miał wystawić 7 tys. żołnierzy brandenburskich w zamian za 150 tys. talarów) Wkrótce potem 22 III 1686 r. ten traktat został zamieniony traktatem przymierza brandenbursko-austriackiego przeciw Francji. W traktacie tym sygnatariusze obiecali bronić wolnej elekcji w Polsce, wykluczając w ten sposób milcząco kandydaturę Jakuba Sobieskiego. Elektor zawarł także przymierze ze Szwecją 10 II 1686 r., w którym w części tajnej znalazł się punkt zobowiązujący sygnatariuszy układu do ochrony praw i przywilejów Korony i „Rzeczypospolitej Polskiej”. Wielka koalicja antyfrancuska z udziałem Brandenburgii-Prus, Austrii, Szwecji i Holandii stworzyła przeciwwagę dla ewentualnego przymierza Jana III z Ludwikiem XIV.

Podjęte przez Jana III próby usamodzielnienia się od partnerów z Ligi Świętej w oparciu o Francję zakończyły się umocnieniem związków dworu polskiego z cesarzem i ustępstwami Sobieskiego wobec władcy Brandenburgii-Prus. Szansa na naprawienie wcześniejszych błędów została zaprzepaszczona w meandrach polityki dynastycznej. W 1686 r. Jan III Sobieski zwrócił się ponownie przeciw Turcji i zawarł w tym celu przy pośrednictwie elektora (list Fryderyka Wilhelma do carów Iwana V i Piotra I z 22 II 1686r.) pokój wieczny z Rosją. Wyprawa do Mołdawii nie udała się, a korzyści z wysiłku zbrojnego Rzeczypospolitej wyciągali Habsburgowie, którzy zajęli w tym czasie Budę. W kwietniu 1687 r. zgon margrabiego Ludwika Hohenzollerna pokrzyżował plany Fryderyka Wilhelma zmierzające do wzmocnienia wpływów politycznych Hohenzollernów w Rzeczypospolitej i odegrania decydującej roli podczas najbliższej elekcji nad Wisłą. Śmierć Wielkiego Elektora w maju 1688 r. postawiła Jana III w znakomitej pozycji przetargowej – z uwagi na konieczność potwierdzenia traktatów z 1657 r. i udziału przedstawicieli Polski w hołdzie stanów Prus Książęcych, od którego zależało uznanie sukcesji w tym kraju nowego kurfirsta Fryderyka III. Szansa ta została przez dwór polski zaprzepaszczona. Sobiescy opowiedzieli się za programem dynastycznym i licząc na pomoc Fryderyka III w zabiegach o rękę margrabiny Ludwiki Karoliny z Radziwiłłów dla królewicza Jakuba odnowili szybko traktaty welawsko-bydgoskie bez odwoływania się do sejmu (29 VII 1688) oraz wyznaczyli komisarzy dla asysty przy hołdzie stanów Prus Książęcych. 8 lipca 1688 r. królewicz Jakub pojawił się w Berlinie incognito i uzyskał zgodę Fryderyka III na jej zaślubiny. Radziwiłłówna 25 lipca zobowiązała się na piśmie pod groźbą utraty wszystkich swoich dóbr ziemskich przyjechać we wrześniu 1688 r. do Polski i oddać swą rękę królewiczowi. Zwycięstwo Sobieskich wydawało się zatem zapewnione. Niespodziewane małżeństwo Ludwiki Karoliny z ks. neuburskim Karolem Filipem (6 VIII przyjechał do Berlina a 10 VIII wziął z margrabiną ślub w domu posła austriackiego) dokonane pod bokiem elektora w Berlinie wywołało falę oburzenia. Nie zostało ono przez dwór polski należycie wykorzystane. Król nie zdecydował się na walną rozprawę z opozycją, która mając za sobą poparcie Wiednia, Berlina i Stolicy Apostolskiej doprowadziła do zerwania sejmu 1688/89. Dyplomacja francuska próbowała przez 1689 r. wciągnąć Jana III wspólnie z Danią do wojny z elektorem brandenburskim. Władca Polski uzależniał jednak atak na Prusy Książęce od stanowiska Szwecji, odnoszącej się wówczas niechętnie do poczynań Ludwika XIV. Próbował także skłonić Wersal do pośrednictwa w rokowaniach z Turcją i pokoju na warunkach korzystnych dla Rzeczypospolitej. Mimo ograniczonej pomocy Francji dla polskiego dworu istniała nadal szansa na wytargowanie od Hohenzollerna znacznych ustępstw. Fryderyk III zajęty (wraz z cesarzem) wojną z Francją nad Renem musiał odroczyć hołd stanów pruskich. Można było wykorzystać nieobecność kurfirsta i rozniecić przy pomocy agentów francuskich niechętne nowemu władcy Brandenburgii-Prus nastroje w Prusach Książęcych, które były wywołane przymusem podatkowym lub przynajmniej zażądać rozpatrzenia przez elektora pretensji polskich przed wysłaniem do Królewca komisarzy na ceremonię hołdu. Tak się jednak nie stało. Ponownie zwyciężył interes dynastyczny. Po odrzuceniu przez Ludwika XIV propozycji małżeństwa królewicza Jakuba z przedstawicielką dynastii Burbonów zdecydowali się Sobiescy przyjąć ofertę matrymonialną dworu wiedeńskiego (w marcu 1691 r. nastąpił ożenek Jakuba Sobieskiego z Jadwigą Elżbietą, siostrą cesarzowej i Karola Filipa Neuburskiego, bohatera afrontu berlińskiego), zacieśnić stosunki z Habsburgami i uregulować do końca relacje z sojusznikiem cesarza – Fryderykiem III na warunkach podyktowanych przez stronę brandenburską. 24 V 1690 r. stany Prus Książęcych złożyły hołd poddańczy Fryderykowi III w obecności Stanisława Szczuki i Hieronima Lubomirskiego. Okres przewagi nad Brandenburgią-Prusami nie został przez Jana III wykorzystany. Dzięki jego posunięciom mógł Hohenzollern przystąpić do umacniania swego stanowiska w Prusach Książęcych oraz skutecznie występować w obronie wolnej elekcji w Polsce.

Relacje między Warszawą a Berlinem w ostatnich latach panowania Jana III nie były zbyt intensywne i nie obfitowały w doniosłe wydarzenia. Elektor znajdował się przez cały czas po stronie wielkiej koalicji antyfrancuskiej i uchodził za cennego partnera Wiednia. Inną postawę zajmował dwór polski, który lawirował między  Habsburgami i Burbonem. Początkowo Jan III usiłował realizować swe koncepcje dynastyczne w oparciu o sojusz z cesarzem i dlatego celowo odkładał na później wszystkie sprawy sporne w stosunkach z Brandenburgią-Prusami. Nie zdołano już do nich powrócić za życia polskiego króla.

Reperkusje w relacjach między Berlinem a Warszawą wywołała klęska szeroko zakrojonej wyprawy wojsk Jana III do Mołdawii w 1691 r. Sobiescy zrażeni do dotychczasowej polityki, przynoszącej korzyści sąsiadom, lecz nie Polsce postanowili wycofać się ze współpracy z cesarzem przy pomocy Francji, która w tzw. „Traktacie Marysieńki” z 1692 r. obiecała polskiej parze królewskiej pomoc dla przeprowadzenia sukcesji jednego z królewiczów. Antybrandenburski i antyhabsburski układ z Ludwikiem XIV nie wszedł nigdy w życie. Niepowodzeniem zakończyły się także próby podjęcia antybrandenburskiej polityki nad Bałtykiem w oparciu o sojusz Polski z państwami skandynawskimi: Danią i Szwecją. Plany reorientacji polityki zagranicznej Rzeczypospolitej stały się przyczyną wichrzeń i zmobilizowały przeciwko Sobieskim dyplomację państw Ligi Świętej, Brandenburgii-Prus oraz opozycję magnacką kierowaną przez Sapiehów. Wokół Polski zaczął się powoli zacieśniać pierścień monarchii dziedzicznych – Habsburgów i Hohenzollernów, którzy tłumili wszelkie emancypacyjne wysiłki dworu Sobieskich i uniemożliwiali królowi prowadzenie samodzielnej polityki. Działania niemieckie nie byłyby tak skuteczne bez pomocy, jakiej udzielali Brandenburgii i Austrii poddani elekcyjnego króla Polski. Jan III nie zdecydował się na rozprawę z opozycją, umierając w obliczu klęski wszystkich swoich planów politycznych i dynastycznych. Pozostawił Polską słabą, zanarchizowaną i rozdartą wewnętrznie, która nie stanowiła już większego zagrożenia dla niezależności elektorów brandenburskich w Prusach Książęcych.

Dwór berliński w owym czasie brał aktywny udział w konflikcie francusko-habsburskim, popierając, w zależności od aktualnego układu sił Wersal lub Wiedeń. Dla pozytywnych efektów brandenburskich starań w samej Polsce kluczowe znaczenie miało perfekcyjne wykorzystywanie wad ustrojowych Rzeczypospolitej. Berlin wykorzystywał konsekwentnie polityczny dualizm celów polskiego władcy i szlachty. Plany dynastyczne polskich królów zmuszały ich do szukania sojusznika na zewnątrz, a co za tym idzie do aktywności na forum międzynarodowym. Tego zaś nie życzyła sobie polska i litewska magnateria i szlachta nastawiona raczej pacyfistycznie niż wojennie. Na skuteczność poczynań brandenburskich w Polsce wpływał powszechnie wówczas praktykowany środek dyplomatyczny – gratyfikacje elektorskie dla przywódców opozycji magnackiej oraz znaczących działaczy sejmowych i sejmikowych. Do tego dochodziła znakomita kadra dyplomatyczna: Johann von Hoverbeck w Polsce przebywał od 1631 r. aż do śmierci w 1682 r., Joachim Scultetus od 1663 aż po 1696 r.. Kolejni rezydenci Eusebius von Brandt i Christoph Wichert również świetnie znali język polski.

Tymczasem polityka polskiego dworu wobec Brandenburgii-Prus była chaotyczna i niekonsekwentna. Poczynaniom Jana III, podobnie jak jego poprzedników, towarzyszyło podporządkowywanie relacji z kurfirstem brandenburskim doraźnym, bardzo wątpliwym korzyściom związanym z zapewnieniem sobie poparcia politycznego Berlina. Jan III nie miał programu politycznego wobec Brandenburgii-Prus, a sprawy z dworem berlińskim w polityce zewnętrznej Polski znajdowały się na dalekim miejscu, co potwierdza słabe oddziaływanie dyplomacji Rzeczypospolitej na odcinku zachodnim. W relacjach ze stanami pruskimi postępował tak samo, jak jego poprzednicy – podsycał opór stanów (Schlieben, Boyen i Groeben) a potem pozostawiał ich bez wsparcia. Przynosiło to pogrążanie autorytetu królewskiego w Prusach Książęcych. Hohenzollernowie wymanewrowali Jana III wielokrotnie np. przy afroncie berlińskim, dając mu fałszywe przyrzeczenia bez podpisywania jakichkolwiek umów, tak jak wcześniej Ludwika Maria i Jan Kazimierz zadowalali się byle jakim ciepłym słowem czy obiecanką wypuszczając z ręki bardzo poważne atuty. Nie było transakcji wiązanej! i prowadzenia targów politycznych. Polska nie miała w Brandenburgii sieci agentów, informatorów ani stałego przedstawicielstwa dyplomatycznego. Rzeczypospolita ograniczała się do sporadycznego wysyłania do Berlina posłów, którzy zajmowali się często wyłącznie uzyskaniem od kurfirstów brandenburskich posiłków wojskowych. Skuteczność tych zabiegów ograniczał wadliwy dobór kadry dyplomatycznej. Jan III nie zmienił nic w tym stanie rzeczy – nadal wysyłał do elektora ludzi powiązanych mocno z Hohenzollernem, na przykład Wojciecha Konstantego Brezę w 1684 r. Wyjątek stanowiły lata 1674-1679 – wówczas w 1674 i 1676 r. do Berlina posłował chorąży poznański Władysław Michał Skoraszewski, który znał język niemiecki. Do rokowań używał też Franciszka Gałeckiego, który ściągnięty przez Sobieskiego przed 1674 r. został jego oficerem przybocznym. Na sejmiku średzkim wspomagało Gałeckiego dwóch byłych współpracowników elektorskich – opat bledzewski Jan Kazimierz Opaliński i były generał artylerii brandenburskiej Stefan Niemirycz.

Można zatem stwierdzić, że do wzrostu potęgi Brandenburgii-Prus przyczynili się w dużej mierze polscy monarchowie z Janem III Sobieskim włącznie oraz sami Polacy i Litwini.

dr hab. Andrzej Kamieński, profesor w Instytucie Historii PAN w Warszawie zainteresowania badawcze: stosunki polsko-niemieckie, dzieje Brandenburgii-Prus, edytorstwo źródeł parlamentarnych

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*