Portret Jana III na koniu, koniec XVII w., malarz nieustalony (malarz z kręgu dworu Jana III). Ze zbiorów Muzeum w Wilanowie

Jan Sobieski w momencie elekcji był niewątpliwie politykiem przygotowanym do objęcia obowiązków królewskich. Wpłynęło na to wychowanie, będące konsekwencją tradycji rodzinnych, (zarówno tych od strony matki, jak i ojca) oraz wykształcenie. Szczególnie należy podkreślić wiedzę Sobieskiego w zakresie historii i geografii państw europejskich. Trzeba zwrócić również uwagę na szerokie horyzonty umysłowe władcy.

Działalność w Rzeczypospolitej zaczął w czasie kryzysu państwa. Panowanie Jana Kazimierza to okres wojny domowej na Ukrainie, zagrożenia zewnętrznego Moskwy i Szwecji oraz konfliktów wewnętrznych zakończonych rokoszem Lubomirskiego. Prawdziwym uniwersytetem w nauce życia politycznym była szkoła królowej Ludwiki Marii. Historycy przyznają, że jedynie osobisty motyw (tzn związek z Marią Kazimierą) skłaniał Sobieskiego do popierania coraz bardziej zdecydowanych (by nie rzec awanturniczych) działań pary królewskiej. Z drugiej strony magnat zauważał przyczyny załamania Rzeczypospolitej, które z biegiem czasu przekształciły się w kryzys.

W moim przekonaniu nieufność Sobieskiego do poczynań Jana Kazimierza wynikała z rozumienia mentalności szlachty. Dostrzegał on, że obywatele są przywiązani do swobód szlacheckich takich jak wolna elekcja czy głos wolny. Nie widzą w nich czynników wpływających na słabość ustroju. Ta cecha nie pozwalała mu działać aktywnie na rzecz elekcji vivente rege kandydata francuskiego, jak czynili to inni stronnicy dworu. To spowodowało narastanie pewnej nieufności, bo król nie był przekonany do osoby posiadającej wątpliwości wobec działań stronnictwa. Zmieniło się to po kampanii podhajeckiej, kiedy pod wpływem atmosfery euforii dwór przyznał mu buławę wielką, ale też łyżką dziegciu było powierzenie buławy polnej jego przeciwnikowi Dymitrowi Wiśniowieckiemu.

Sobieski przekonał się wówczas, że w chwili wielkiego triumfu szlachta może zapomnieć o wcześniejszych przewinieniach. Jego doświadczenia w relacjach ze szlachtą zostały utrwalone za panowania króla Michała. Wybór Wiśniowieckiego w 1669 r. oznaczał, że królem może zostać kandydat, który nie odznacza się żadnymi pozytywnymi cechami, nie posiada programu i nie zasłużył się dotychczas dla Rzeczypospolitej. Szlachta będzie bronić tego kandydata w imię obrony źrenicy wolności tj. wolnej elekcji. Kolejnym doświadczeniem było pojawienie się w walce politycznej hasła sejmu konnego. W obliczu zagrożenia monarchy działalnością opozycji (powiązanej z obcym dworem) szlachta będzie gotowa zjechać na pospolite ruszenie, aby bronić monarchy. Wydarzenia konfederacji gołąbskiej pokazały siłę szlachty, ale i możliwość sterowania masami. Znane są słowa „populus rozpasany”, których hetman użył w odniesieniu do panów braci. One padły w chwili wzburzenia Sobieskiego, wyraźnego napięcia między nim a obywatelami. Przyszłość pokaże, że w przyszłości będzie dobrze porozumiewał się ze szlachtą.

Kolejnym doświadczeniem było zwycięstwo chocimskie. Nastrój ponownej euforii wśród szlachty doprowadził Sobieskiego do korony. To było impulsem w kierunku kolejnych działań. Przeszłość i teraźniejszość umiejscawiała go w stronnictwie profrancuskim, (którego był przywódcą, a koronę osiągnął dzięki wsparciu dyplomatów i pieniędzy z Francji) posiadał także wspólne interesy geopolityczne z Ludwikiem XIV.

Jakie cele zakładał Sobieski? Były one doraźne, w znaczeniu konkretne i bliskie do zrealizowania. Autor najnowszej biografii Jana III Zbigniew Wójcik określił króla jako wielkiego wizjonera, który miał trudności z realizacją taktycznych zamierzeń. Jest to opinia nad którą należy się zastanowić. Wizja uzyskania Prus Książęcych i ograniczenia pozycji Brandenburgii, niedopuszczenie do dominacji Habsburgów w Europie środkowej, ale też i zapobieżenie ekspansji Rosji były na pewno pociągające. Tylko należy postawić pytanie czy tymi kategoriami myślał Sobieski. Niewątpliwie najbliższym i najbardziej realnym celem Jana III było umocnienie swych wpływów (ale też i Rzeczypospolitej) nad Bałtykiem. Doprowadziłoby to do znacznego osłabienia Brandenburgii. Nie planował nowy król bezpośrednich działań przeciw Habsburgom. Oznaczałyby one otwarcie kolejnego konfliktu, co świadczyłoby o nierealnej ocenie sytuacji geopolitycznej. W czasie trwającej wojny z Imperium Osmańskim trzeba było zaś utrzymywać rozejm z Moskwą.

Najważniejszym celem króla po elekcji było szybkie zakończenie wojny z Portą (zawarcie pokoju otwierało możliwość realizacji planów bałtyckich) najlepiej dzięki kolejnemu wielkiemu zwycięstwu. Miało to umocnić jego pozycję w społeczeństwie. W propagandzie dworu w tym okresie dostrzegamy więc dążenie do utrzymania nastroju zadowolenia z wyniku elekcji oraz nadzieje na pozytywne zmiany w państwie. W tej atmosferze pojawiały się też marzenia lub wizje absolutystycznego zamachu stanu, na które wskazał Krystyn Matwijowski. Na pewno myślano o reformach, które miały ograniczyć wpływy przeciwników dworu, zwłaszcza na Litwie. Obóz dworski dążył do wprowadzenia takich zmian, które powinny się spotkać z aprobatą szlachty. W trakcie prowadzonej wojny trzeba było łagodzić spory wewnętrzne, żeby nie osłabiać państwa i tak postępował Sobieski. Nie podjął więc decyzji o reformie urzędu hetmańskiego, bo to oznaczałoby konflikt z Dymitrem Wisniowieckim i liczącym na buławę swoim stronnikiem, Stanisławem Jabłonowskim. Jak prześledzimy panowanie Jana Kazimierza to wtedy osłabienie władzy hetmańskiej było możliwe jedynie wówczas, kiedy hetmani narazili się bardzo szlachcie. Kiedy dwór dążył do ograniczenia ich kompetencji w innych momentach, następowało pogłębienie konfliktów wewnętrznych. I wtedy działania dworu nie spotykały się z aprobatą, a co gorsze ich efektem były niepowodzenia w wojnie. Sobieski odłożył więc koronację, aby zyskać na czasie. Tymczasowo nie musiał też podejmować decyzji w sprawie urzędów hetmańskich.

Sobieski podjął szereg działań, których celem było umocnienie państwa w czasie wojny. Miały one na celu szukanie sojuszników (Moskwa, Kozacy) ale przede wszystkim wzmocnienie armii. To zaś było trudne z powodu niechęci szlachty do ponoszenia wydatków, więc w tych projektach skupił się na tworzeniu i uzupełnieniu jednostek wojska (wyprawy łanowe, zaciąg chłopów do jednostek inżynieryjnych itd.) Postanowienia skarbowe sejmu koronacyjnego (dość duże) nie zostały zrealizowane. To okazało się kolejnym doświadczeniem dla Sobieskiego, który zrozumiał, że prowadzenie wojny z tak potężnym nieprzyjacielem jedynie własnymi siłami jest praktycznie niemożliwe. Dbał zarazem o zachowanie poprawnych relacji ze szlachtą, stąd dość ostrożne (a może należałoby je określić realistyczne) postępowanie wobec społeczeństwa.

Można więc wyciągnąć wniosek, że w pierwszym okresie panowania główny cel dworu to działania na rzecz utrzymania dobrej atmosfery (także zwalczanie niechętnej propagandy) oraz wzmocnienie wojska i dobre przygotowanie państwa do wojny. Miało to służyć odniesieniu zwycięstwa i zakończeniu wojny. Nowy król nie zaniedbywał także działań w Europie. Zwłaszcza zaraz po elekcji liczył na mediację w trwającej wojnie z Portą. Nie przyniosła ona jednak efektów i nie doprowadziła do zakończenia tego konfliktu.

W drugim okresie sprawy wewnętrzne były podporządkowane początkowo działaniom na północy. Pierwszym błędem, jaki popełniono była redukcja wojska. Jak wiemy nastąpiło to wbrew monarsze. Król zgodził się, aby żołnierze z rozwiązanych oddziałów przystąpili do zaciągów węgierskich, wysyłanych na odsiecz powstańcom antyhabsburskim. Ta decyzja wywołała spore zamieszanie w Rzeczypospolitej. Skonsolidowała opozycję, mimo że Sobieski odcinał się od tych działań. Była ona ceną za wsparcie finansowe Ludwika XIV. Król zrobił wiele by załagodzić sytuację podczas sejmu w 1677 r. Znowu postąpił według określonej strategii. Najważniejsze było wysłanie poselstwa do Stambułu, więc wszelkie przeszkody, które mogły temu zapobiec zostały usunięte.

Błędem monarchy było zrażenie wobec siebie duchowieństwa, przez wyrażenie zgody na stacjonowanie wojska w dobrach duchownych. Motywem tej decyzji panującego było, aby nie podsycać nastrojów antykrólewskich wśród szlachty.

Warto tu poświęcić trochę miejsca propagandzie dworu w latach 1678-1683. W tym czasie była ona bardzo nasilona. Wyróżniamy w niej dwa kierunki: antyturecki (ten pojawił się w momencie zwrotu ku Habsburgom) oraz ideę wzmocnienia królewskiej władzy wykonawczej. One były ze sobą powiązane. Stosunkowo wiele miejsca zajmuje diagnoza stanu RP, natomiast brak w różnych pismach królewskich odwołania się do rozwiązań niepopularnych. Monarcha jakby oczekiwał od szlachty, że to od niej wyjdą propozycje takich działań. Takich propozycji szlachta nie przedstawiła. Król zaś nigdy na sejmie nie domagał się reformatorskich zmian, co było konsekwencją tego, że zawsze miał inne priorytety. Unikał więc przedstawiania żądań dodatkowych. Obawiał się, że wywoła to pewną niepopularność jego poczynań i osoby wśród szlachty. Pomysły i programy reformatorskie są dość wysoko oceniane przez historyków, ale właściwie nie zwraca się uwagi, że one nie spotkały się z konkretnym odzewem. Dwór nie forsował ich, bo cele pierwszoplanowe były inne. I z tego też Sobieski w późniejszym czasie wyciągnął wnioski.

Propaganda antyturecka była dość szeroka. Coraz częściej w niej przewija się wątek, że Porta może uderzyć na Kraków od strony Węgier. Na rzecz dworu działała też zaborczość Turków, co było widoczne podczas rozgraniczenia Podola. Obawy przed zagrożeniem osmańskim istniały wśród szlachty, co było skutkiem zarówno stereotypów, jak i pojawiających się wówczas plotek. Celem propagandy było utrzymanie nastrojów antytureckich, ale rzeczywiste działania zostały skoncentrowane na polityce europejskiej. Pod wpływem wydarzeń, które oznaczały porażkę polityki bałtyckiej, w 1678 r. Jan III powrócił do idei wojny z Portą. Tym razem miała być prowadzona przez koalicję państw europejskich. Król wyciągnął wniosek, że samej Rzeczpospolitej nie stać na pokonanie Porty, a najbardziej logiczne wydawało mu się szukanie koalicjantów w Europie.

Wydarzenia z roku 1683 uwidoczniły przewidywalność założeń Sobieskiego. Szlachta była przekonana do pomysłu zawarcia układu z cesarzem, ale nie wykazywała entuzjazmu. Decydująca rola należała do króla, który musiał uniemożliwić przeciwnikom zerwanie sejmu. Powtórzył więc w praktyce strategię działania stronnictwa dworskiego z 1670 r. Sterroryzował opozycję groźbą zwołania pospolitego ruszenia i sejmu konnego czyli zagroził przeciwnikom wykorzystaniem przeciw nim podburzonej szlachty. Równocześnie zastosował metodę marchewki czyli wybaczył niektórym prominentnym magnatom przynależność do opozycji. Taktyka ta okazała się skuteczna; Jan Andrzej Morsztyn, przywódca opozycji został osamotniony, a sejm zatwierdził układ z Habsburgami. Ambasador francuski, który dążył do zerwania sejmu ubolewał, że nie może znaleźć posła, który by się tego podjął.

Trzeba odpowiedzieć na pytanie dlaczego zwycięstwo wiedeńskie nie zostało wykorzystane, a monarcha nie podjął po nim reform wewnętrznych. Był to triumf imponujący i odbił się dużym echem na arenie międzynarodowej. Częściowo wyjaśniła to Anna Czarniecka, na ile pozwoliły na to wykorzystane przez Nią źródła. Naturalnym krokiem było zawarcie układu w Linzu w 1684 r. Oznaczało to kontynuację działań wojennych i to z sojusznikami oraz poza granicami (Rzeczypospolitej nie groziły już takie najazdy tureckie, jak podczas poprzedniej wojny). Ponadto dużym wsparciem finansowym były subsydia papieskie.

Można postawić hipotezę, że zaraz po zwycięstwie wiedeńskim nie było możliwości przeprowadzenia zmian wewnętrznych, które polegałyby na usprawnieniu państwa. Konieczność reform docierała do szlachty w chwilach zagrożenia, po Wiedniu zaś panowała raczej euforia będąca skutkiem tego triumfu. Była więc inna sytuacja sytuacja niż po sukcesie chocimskim, który przecież nastąpił po utracie Kamieńca. Wówczas był prawdziwy szok wśród szlachty. Po 1683 r. nie było również wydarzenia, podczas którego doszłoby do utrwalenia w Rzeczypospolitej triumfu wiedeńskiego. W tej atmosferze gdyby nawet król zwołał sejm i przedstawił jakieś projekty reformatorskie to nie przyniosło by to efektu. A Sobieski zdawał sobie z tego sprawę m.in. pod wpływem doświadczeń z lat 1677-1682, kiedy projekty reform nie spotykały się z żadnym odzewem w społeczeństwie. Stąd też kontynuacja wojny była zgodna z interesem króla, jak i Rzeczypospolitej.

Od Wiednia coraz większą rolę w polityce króla odgrywał aspekt dynastyczny, ponieważ królewicz Jakub dorastał. Jan III podjął więc rozmaite działania międzynarodowe, o różnej możliwości realizacji. I to sukces międzynarodowy miał być impulsem dla zmian wewnętrznych, a nie odwrotnie.

W polityce wewnętrznej monarcha stosował taktykę faktów dokonanych. Kiedy dwie kolejne kampanie wojenne w 1684 i 1685 r. nie przyniosły sukcesów, rozpoczął działania w celu umocnienia pozycji syna Jakuba. Postępował też według metod wcześniejszych władców. Następowało przejmowanie kompetencji sejmu przez rady senatu. Doszło też do sporu o miejsce sejmu w 1685 r.

Ponieważ jednak wyprawy wojenne nie przynosiły sukcesu, a zdrowie monarchy gwałtownie się pogorszyło przed kolejnym sejmem w 1688 r. przeciw monarsze wystąpiła silna i skonsolidowana (ale nie mająca wspólnego programu) opozycja magnacka. Sobieski sondował (może to lepsze słowo niż planował) możliwość poparcia kandydatury Jakuba w przyszłej elekcji. To nawet przez życzliwych mu zostało odebrane jako działanie mające służyć elekcji „vivente rege”. Skala wystąpień przeciwko królowi była bardzo duża. W pewnym momencie obawa przed nową elekcją spowodowała, że część senatorów przyłączyła się do opozycji. Podczas sejmu śmierć króla przestała być realna, a monarcha odżegnał się od działań będących zagrożeniami dla wolności elekcji. Tym samym to najbardziej zajadła część opozycji (Sapiehowie) stała się dla szlachty zagrożeniem dla jej wolności. Siła opozycji była dość zaskakująca; jest w tych wydarzeniach kilka rzeczy zrozumiałych, ale są też kwestie niewytłumaczalne.

W 1688 r., a jeszcze bardziej rok później w czasie konfliktu z opozycją magnacką pojawiła się możliwość wydania wici na pospolite ruszenie i zwołanie sejmu konnego, celem rozprawy z opozycją. Ostatecznie Sobieski nie zdecydował się na ten krok. Wątpliwości monarchy przedstawiali historycy, zebrał je w biografii króla Z. Wójcik, zgadzał się z tymi opiniami też Józef Andrzej Gierowski. W moim przekonaniu trzeba zwrócić uwagę na dwa elementy, całkiem ważne. Otóż po pierwsze Sobieski nie miał celu politycznego do realizacji którego potrzebne mu było zwołanie pospolitego ruszenia. I to jest ważna różnica w porównaniu z wydarzeniami roku 1683. Wówczas hasło sejmu konnego miało służyć do zawarcia układu z Habsburgami. W 1689 r. nie było takiego celu; dla którego niezbędna była rozprawa z opozycją, poza rzecz jasna ukróceniem jej działań. Przecież nawet po rozprawie z opozycją nie było możliwości realizacji zamiarów np. elekcji vivente rege Jakuba. Na to by się szlachta nie zgodziła. Druga ważna kwestia to fakt, że postawy szlachty koronnej, jakkolwiek były regalistyczne (jednoznacznie w deklaratywnym znaczeniu) to obywatele wcale nie byli chętni do wojny domowej. Była w opiniach sejmików wyraźna tendencja do szukania kompromisu (np wyrażano pogląd, że król swoją łagodnością powinien uśmierzać spory, obawa przed kolejnym niepokojem i jego materialnymi konsekwencjami.) A więc te argumenty świadczą o dokładnym rozważeniu skutków działań monarchy. Nie można zakwestionować roli imponderabiliów, odgrywających według Z. Wójcika bardzo ważną rolę w działaniach Sobieskiego. Ale wydaje się, że trzeba w większym stopniu uwzględnić fakt, na ile na działania króla wpływały takie czynniki jak układ sił w państwie, postawy szlachty oraz opcje i interesy magnatów.

W ogóle szans na rozprawę z opozycją na Litwie monarcha nie miał w latach 90. Andrzej Rachuba wskazał na dużą siłę Sapiehów i słabość zwolenników dworu. Jan III, jak przedstawiła Anna Czarniecka, działał następująco: dążył do rozszerzenia konfliktu, potem skłaniał zwolenników do kompromisu, następnie kiedy wydawało się, że jest on blisko, znowu aktywizował sojuszników przeciw Sapiehom itd. Urszula Augustyniak oceniła owe działania negatywnie, ponieważ angażowanie monarchy w konflikt osłabiało jego autorytet. Teoretycznie jest to opinia słuszna bo tak było. Ale z drugiej strony to Sapiehowie byli prowodyrami tych poczynań i antykrólewskie działania Sapiehów w większym stopniu obniżały autorytet monarchy niż jego zaangażowanie w konflikt. Pamiętajmy ponadto, że postawa Jana III przyczyniła się do zwiększenia wpływów sił antysapieżyńskich na Litwie, co nastąpiło już po śmierci Sobieskiego. Klęska możnowładców w 1700 r. była pośmiertnym sukcesem Jana III.

Warto rozważyć problem rozdawania wakansów czyli ocenę polityki nominacyjnej króla. Wcześniej była ona oceniana krytycznie. Twierdzono, że Janowi III nie udało się utworzyć silnego stronnictwa, więc wyciągano wniosek, że monarcha nie wykorzystał swoich uprawnień w tej dziedzinie. Kilkanaście lat temu przedstawiłem inną koncepcję, która nie została rozwinięta; ale z pewnymi modyfikacjami ją podtrzymuję. Otóż Sobieski nigdy nie zakładał, że dzięki rozdawaniu urzędów i starostw stworzy obóz dworski, w skład którego wejdą wpływowi magnaci. Pamiętał o doświadczeniach z czasów Jana Kazimierza. Wówczas udało się do obozu dworskiego skaptować zdecydowaną większość możnych, a mimo to i wśród senatorów byli przeciwnicy dworu. Wszystkich bowiem nigdy nie udało się dworowi pozyskać. Z różnych źródeł (np. listów znajdujących się w tekach Szczuki) wynika, że do wakującego urzędu kandydowało kilka lub kilkanaście osób. A po rozdaniu wakansu były ogromne pretensje do króla pominiętych, którzy uważali się za pokrzywdzonych. Więc działania Sobieskiego oceniam jako przemyślane, mimo że nie można ocenić ich jako skuteczne. Ale była w tym jakaś logika; nominacje miały być krokiem do rozwiązania bieżących problemów przed ważnym wydarzeniem. One nie miały służyć stworzeniu stronnictwa jak to miało miejsce pod koniec potopu. Są w polityce nominacyjnej inne aspekty wymagające wyjaśnienia np. rola Marii Kazimiery, Stanisława Szczuki (w przypadku mniejszych urzędów)

W polityce religijnej ważny jest problem stosunku do relacji między kościołami greckimi. Sobieski wyraźnie prowadził politykę ograniczania prawosławia i wzmacniania Kościoła unickiego. Była to polityka logiczna, podobna jak w innych państwach Europy, według dominującej wówczas zasady konfesjonalizacji. Ze źródeł sejmikowych wynika, że za panowania króla Michała polityka ta była uwarunkowana stosunkiem do Kozaczyzny. Prawosławiu chciano przyznać koncesje, kiedy była szansa na pozyskanie Kozaków. To się nie powiodło i unia była mocno wspierana. Uważano bowiem, pod wpływem doświadczeń z czasów Jana Kazimierza, że Kościół prawosławny jest wrogiem Rzeczypospolitej, a unicki jej sojusznikiem. Sytuacja za Jana III była już inna, ale polityka króla w kwestiach religijnych zgodna z racją stanu Rzeczypospolitej.

Na zakończenie trzeba zwrócić uwagę na jeszcze jedną kwestię. Wiele działań monarchy podejmowanych po roku 1683 (zwłaszcza w latach 90.) zakończyło się niepomyślnie z powodu złego stanu zdrowia Sobieskiego. Powracające choroby, dolegliwości odczuwane w życiu codziennym uniemożliwiały mu podejmowanie energicznych poczynań. Tym także można wyjaśnić pewną pasywność i słabość w niektórych momentach.

Jarosław Stolicki – kierownik Zakładu Historii Polski Nowożytnej w Instytucie Historii UJ, zainteresowania badawcze: ustrój Korony w epoce nowożytnej, ziemie ruskie i ukrainne w XVII w., edytorstwo źródeł parlamentarnych, osoba Jana Sobieskiego.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*